messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Recenzja: Tytus, Romek i A’tomek wśród Złodziei Marzeń

 

Moją obecną wielką miłość do komiksu zapoczątkowowały głównie dzieła europejskie, w tym polskie. Przez cały okres dzieciństwa olewałem raczej amerykańskich superbohaterów w lateksowych pantalonach zamiast nich skupiając się na przygodach Asterixa, Kajka i Kokosza, Kleksa tudzież Profesorka Nerwosolka. Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje zwłaszcza sławna seria autorstwa Henryka „Papcia Chmiela” Chmielewskiego. Nie należę do fanów „Tytusa…” pierwszej generacji, albowiem w momencie gdy wydałem z siebie pierwszy krzyk, kultowy „Świat Młodych” w którym ukazywały się pierwsze odcinki przygód trójki harcerzy był już pieśnią przeszłości. Komiks odkryłem gdy przypadkiem trafiło w moje ręce jedno z późniejszych wydań zeszytowych. Od tego czasu skolekcjonowałem większość klasycznych odsłon oraz sporo z tych, wydanych już po roku 1999, które jednak już tak nie wciągały. Nie mniej jednak „Tytus, Romek i A’tomek” to ogromna część mego dzieciństwa, kupę tekstów i dialogów do dzisiaj znam niemal na pamięć, a specyficzny humor Chmielewskiego, oparty głównie na zabawie słowotwórstwem bawi mnie cały czas.

Stąd wielka byla moja radość gdy w 2002 roku na ekrany kin wszedł „Tytus, Romek i A’tomek i Złodzieje Marzeń” pierwsza pełnometrażowa animacja wykorzystująca postacie uczłowieczającego się szympansa i jego dwóch kumpli. Za reżyserię wziął się pan Leszek Gałysz, odpowiedzialny za rewelecyjną „Odwroconą Górę”, do tej pory najlepszy polski film i serial animowany. Ogromnie się wtedy ucieszyłem… i równie ogromnie zawiodłem. Jakkolwiek gust mój w owych czasach nie był może nad wyraz wyrafinowany, ale nawet pomimo tego czułem, że z filmem było coś nie tak, tyle, że wtedy nie umiałem ubrać tego we właściwe słowa. I zapewne nie przypomniałbym sobie znowu o tym małym, animacyjnym potworku, gdyby nie to, że parę dni temu przypadkiem natknąłem się na niego na YouTube. Z nudów rzuciłem ponownie okiem, krzywiąc się przy tym jeszcze bardziej niż dziewięć lat temu. Godzinę później podniosłem swoje oko z podłogi i mając głęboko w poważaniu to, że te parę lat temu recenzenci już raz słusznie film zgnoili, a widownia równie słusznie o nim zapomniała, uznałem, że dobrze by było spisać moje przemyślenia ku pamięci potomnych.

A także dlatego, że dobrze jest od czasu do czasu coś kompletnie zgnoić 😉

Historia jest całkowicie odautorska, nie mamy tu do czynienia z adaptacją żadnej z oryginalnych tytusowych historii. Oto zły Książę Saligia, władca planety Transformacji, z pomocą hord tytułowych Złodziei Marzeń kradnie swym poddanym marzenia i przerabia je na reklamy. Któregoś dnia połakamia się na marzenie Tytusa i zaraża go straszliwą chorobą, Reklamicą-Otumanicą zwiększająca podatność na reklamy. Romek i A’tomek chcąc pomóc przyjacielowi znaleść lekarstwo na Reklamicę proszą o pomoc prof. T.Alenta. Ostatecznie cała trójka trafia na obcą planetę na której przyjdzie im się zmierzyć z Saligią i Złodziejami Marzeń…

Gdy streszczałem fabułę w powyższym fragmencie zgrzytałem zębami tak mocno i tak często, że teraz będę chyba musiał przyswajać pokarmy przez słomkę. Tak, nawet teraz ciężko mi o tym mysleć. Ujawniła się największa wada tego filmu, wada kładąca od razu cały koncept i odrzucająca od niego w przedbiegach. Kamień u szyi topielca, strzał w czoło i rzucenie mrówkom na pożarcie jednocześnie. Mianowicie… FATALNY scenariusz!

Komiksy z Tytusem, Romkiem i A’tomkiem miały to do siebie, że nadawały się zarówno dla dzieci jak i starszego czytelnika. Gwarantował to poziom humoru i liczne nawiązania, a także drobne walory edukacyjne (słynne bawiąc-uczy, ucząc-bawi). Film Gałysza kierowany był tymczasem wyłącznie do dzieci. No bo serio, kto z dojrzałych, oldschoolowych fanów serii podjarał się zapodaną wyżej infantylną fabułką? Banalne „pokonać wielkie zło i wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie”. Gdzie tutaj miejsce na charakterystyczny, lekko abstrakcyjny humor, postacie, wydarzenia? Odpowiedź – jest tu tego tyle co legalnie pozyskanych komórek na bazarze.

Podczas oglądania wyraźnie da się wyczuć, że ktoś tu starał się wykreowac bohaterów wiernych oryginalnej wizji, ale coś zdecydowanie nie wyszło. Tytułowa trójka ledwo co kojarzy się z papierowymi pierwozorami. Zabrakło wszystkiego co najwazniejsze, przekomarzanek między Tytusem i Romkiem, wymądrzania się A’toma. Sam Tytus irytuje głupotą i bezustannym darciem mordy. W komiksach był rozbrykany i wiecznie niepoważny, ale na pewno nie budził w odbiorcy chęci permanentnego uciszenia go za pomocą rozgrzanej lutownicy. Romek i Atomek zaliczaja parę kwestii gdzieś na początku historii. Później zmieniają się w parę zombie i w zasadzie aż do wielkiego finału można zapomnieć, że w tytule filmu wymienione zostały trzy postacie. Prof. T.Alent pojawia się jakieś trzy razy. W tle przewija się jeszcze postać dobrej czarodziejki, Grubej Książki, która nie wnosi do historii kompletnie nic. Główny zły, z początku sprawiający nawet pozytywne wrażenie okazuje się jakąś pipą, którą w szkole nazywali maminsynkiem i to tak wpłynęło na jego życie, że przeszedł na ciemną stronę mocy. Ale koniec końców wraca na jasną, no bo przecież tak na tym, jak i innym świecie nie ma w ogóle złych ludzi, są tylko dręczeni i nie dręczeni w szkole… I jeszcze to finałowe zaklęcie/hasło/whatever „Niech miłość i dobro uwolnią marzenia!” Noż co to ma kuźwa być? Tytus, czy Troskliwe Misie? Ten tekst do dzisiaj dręczy mnie gorzej niż słynne „NOOOOOO!” Vadera w Revenge of The Shit.

A najgorsze jest to, że twórcy okazują się kompletni niekonsekwentni odnośnie najważniejszego przesłania filmu: krytyki konsumpcjonizmu, reklam jako takich i bezmyślnego zawierzania im. Paradoksalnie bowiem bohaterowie przez pierwszą połowę filmu poruszają się pojazdem… z logo KFC. Później, chyba celem uzyskania symbolicznego efektu reklama smażonego drobiu zostaje zastąpiona wielką książką. Ale w ostatniej scenie bohaterowie decyduja się nakręcić własną reklamę… Ja przepraszam, ale WTF? O co tutaj chodzi? No to w końcu reklamy, komercha itd. są złe, czy nie? Może jakieś jasne stanowisko, to w końcu film dla dzieci? I czemu akurat KFC? Błagam, „Ulisses” Joyce’a był prostszy w interpretacji…

Nie mogę nic zarzucić szacie graficznej filmu. Zgoda, jest prosta, pozbawiona nie wiadomo jakich pieszczących zmysł wzroku bajerów, ot styl „Bolka i Lolka”, każdy kto oglądał kiedyś jakikolwiek polski film animowany wie o co chodzi. Można narzekać, że to nie te czasy, ale tak naprawdę taki styl pasuje do opowieści o bohaterach Chmielewskiego. Komiksy Papcia Chmiela nie reprezentowały sobą ponadprzeciętnego poziomu jeśli chodzi o rysunki (co wcale nie znaczy, że Papcio nie umie rysować!). Były proste, acz sympatyczne i dopracowane, sporo plansz zapadło mi w pamięć. Tak też wyglądają „Złodzieje Marzeń”, jak puszczony w ruch komiks Papcia i chwała im za to. Bohaterowie wystarczająco przypominają swe pierwowzory, pomijając jedynie zbyt jasną sierść Tytusa. Również do dubbingu nie mogę się przyczepić. Panowie Kondrat, Malajkat i Gąsowski jako tytułowi bohaterowie spisali się nadzwyczaj dobrze. Świetnie też wypadł Andrzej Chyra jako Saligia. W zasadzie tylko dzięki niemu przez moment miałem wrażenie, że to może być niezły film. Muzyki praktycznie nie odnotowałem, ale przewodni kawałek „Omal nie pękła mi łepetyna” jest zaskakująco dobry i wpada w ucho.

Niestety pozytywne wrażenia audio-wizualne nie poprawiają ogólnego wrażenia. „Tytus, Romek i A’tomek wśród Złodziei Marzeń” to obraz zwyczajnie słaby, nudny, nieporywający, tragicznie infantylny. Powstał kompletnie dla nikogo. Starzy fani zgodnie go odrzucili, ponieważ nie ma w nim nic co by ich mogło zainteresować. Czy zainteresował dzieci? Spytajcie jaiegoś małego bąbla, czy go kojarzy? Śmiem wątpić… Krótko mówiąc, wielki zawód i perfekcyjny przykład zmarnowanego potencjału.

Reklamy

Single Post Navigation

2 thoughts on “Recenzja: Tytus, Romek i A’tomek wśród Złodziei Marzeń

  1. Pyrosos vel Ponczek on said:

    O ile mnie zacny mózg nie myli, to nie Papcio pracował nad fabułą, więc się da zrozumieć, ze wyszedł kisiel. Ja bym wiele dał, żeby zobaczyć ekranizację któregoś z zeszytów, a zwłaszcza mojego ulubionego, o zepsutym pojeździe i zaowalowanej lekcji ekologii i historii rozwoju cywilizacji industrialnej, bodaj Ks. XIII. Do tej pory pamiętam słynną Fabrykę Spado i Wzniosłochronów…

    • Nie naturalnie, że nie. Historia wygrała w ogólnopolskim konkursie na scenariusz filmu o Tytusie. Jeśli to wygrało to wolę nie wiedzieć jaki poziom prezentowały pozostałe.

      I owszem, księga XIII była świetna, jakkolwiek jej tytułowe przesłanie to ochrona przyrody to zgadzam się, że przede wszystkim zwraca tu uwagę to o czym wspomniałeś. Uproszczony schemat przejścia ludzkości od epoki kamienia po rewolucję przemysłową był jednym z najciekawszych pomysłów autora. Za to u mnie wielki usmiech na twarzy wywołuje dzisiaj (za lat szczenięcych tego nie odnotowałem) przygoda w państwie krasnoludków z księgi XV. W latach wczesnej twórczosci Papcio, zapewne przez swoje związki z AK, odczuwał naciski partii i był wręcz zmuszany do rysowania komiksów pod jej dyktando, co szczególnie widać w mojej i tak ulubionej księdze V (kubańska partyzantka świętująca wybudowanie fabryki przez Polaków, bratanie się z harcerzami z ZSRR, USA przedstawione wyłącznie jako kraj gangsterów i rasistów). W efekcie Papcio mało mógł sobie pozwolić na obśmiewanie PRLowskich absurdów. Kiedy jednak cała ta machina zaczynała się pomału sypać i ukazała się księga XV autor najwyraźniej nie mógł się powstrzymać przed wymierzeniem wreszcie komunistom prztyczka w nos. I tak powstało ukryte państwo krasnoludków, małych, złośliwych, zakompleksionych kreatur w czerwonych (hihi) ubrankach wkurzonych, że wszystko dookoła jest większe od nich i planujących zmniejszyć caly świat do swych rozmiarów. A to wszystko pod woalką rozwiązania problemu głodu na świecie. Oj… touche 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: