messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Top 10 najgorszych figurek Transformers

Jestem początkującym kolekcjonerem zabawek, konkretnie różnego rodzaju figurek. Od jakiegoś czasu zacząłem sprowadzać pierwsze okazy zbierające kurz na moich półkach i odnajduję w tym wielką przyjmność. M.in. skupiam się na transformerach. Wielkie roboty z obcej planety transformujące się w różnego rodzaju pojazdy i nie tylko, to ogromna część mojego dzieciństwa. Seriale, komiksy, zabawki, ileż tego było. Miło jest teraz oglądać jako obiekty kolekcjonerskie dawnych towarzyszy zabaw.

Czego by nie powiedzieć o tego rodzaju hobby pewnym jest to iż jest dosyć kosztowne. Rzadko kiedy da się trafić na prawdziwą super okazję dorwania świetnej figurki za bardzo niską cenę  (mnie się już raz udało). W związku z tym każdy kolekcjoner długo rozważa zakup konkretnej sztuki, ogląda masę videorecenzji, czyta opinie, słowem stara się upewnić, czy ktoś tutaj czasem, zamiast wartościowego modelu nie wciska mu plastikowego gniota. Figurki są bowiem różne. Jedne przechodzą do legendy, o innych lepiej byłoby zapomnieć…

W myśl zasady iż dobrze jest czasem coś kompletnie zgnoić prezentuję dziś listę subiektywnie wybranych dzięsięciu najgorszych figurek Transformers jakie zdarzyło mi się oglądać. Są to wyłącznie figurki z głównych linii, pominąłem tu takie cuda jak SW, czy Marvel Crossovers, bowiem o czymś tak ewidentnie głupim i niepotrzebnym nie ma nawet co rozprawiać. Niektóre z tych maszkaronów miałem w rękach, inne gruntownie jedynie obejrzałem na zdjęciach, ale i to czasami wystarczy aby wiedzieć, że figurka plugawiłaby moją półkę. Prawdopodobnie ktoś, kto siedzi w temacie dłużej ode mnie, wskazałby nawet gorsze egzemplarze. Boję się jednak, że obcowanie z nimi jeszcze gorzej wypaczyłoby mi mózg. Zapnijcie zatem pasy, przed wami podróż po bezdrożach zabawkarskiej miernoty i kpiny z konsumenta! Kolejność, w zasadzie całkowicie przypadkowa. Większość tych figurek jest tak zła, że jakiekolwiek próby uzgodnienia, która jest lepsza od drugiej mijają się z celem.

Miejsce 10 – Unicron (Generetaion 1)

Ten sympatyczny pulpecik znalazł się tutaj trochę na wyrost z uwagi na to, że nigdy nie trafił do oficjalnej produkcji. Powstały dwa prototypy, słuch o nich zaginął do czasu publicznego pokazania jednego z nich na Botconie w 1996. I dobrze, że tak się to skończyło. Wizja jednej z najbardziej epickich postaci w uniwersum Transformers jako piłki z rękami i nogami stanowczo mi nie podchodzi. Jak widać na załączonej fotce „dżiłanowy” Unicron znany był nie tylko z zamiłowania do fast foodów (McCybertron?), ale też był strasznie ciekawski. Na tyle ciekawski, że pragnął obserwować oglądające go nędzne ludzkie ścierwa także w alt mode i dlatego nie chciał schować głowy. Ot taki wścibski grubcio, nie żaden władca chaosu, pożeracz planet (choć żreć to on musiał jak tucznik w tej gablotce). Maksymalnie groteskowy, w sumie bardziej zabawny niż beznadziejny, ale uznałem, że nie mogło go tu zabraknąć.

W ramach odmiany, ta sama postać wydana w lini Armada szesnaście lat później, tym razem jako prawdziwy obiekt westchnień niejednego kolekcjonera – http://www.seibertron.com/transformers/toys/armada/unicron/163/1/82/  Doskonały przykład tego jak od czasów G1 technika poszła do przodu.

Miejsce 9 – Ironhide (Generation 1)


Ortodoksyjni fani pewnie mieliby mi za złe, że w ogóle śmiałem umieścić w tym zestawieniu zabawki z G1. Ich pozycja w fandomie jest z reguły niepodwarzalna, nie podlegają większej krytyce właśnie z uwagi na to, że to od nich się wszystko zaczęło. Jasne, na dzisiejsze standardy są klocowate, są toporne, ale wiadomo, w czasach z których pochodzą liczyła się przede wszystkim umiejętność transformacji. Nikt sobie wtedy nie zawracał głowy czymś takim jak pozowalność, czy show accurate. Dzieciaki chowane na dzisiejszych seriach, czy też BLEARGH! Bayformers nie zrozumieją ich uroku. Te figurki nie są złe, są po prostu inne, reprezentują sobą coś co już dawno minęło. Są jak szlachetne statuetki. Sam jakkolwiek nie planuję rozwijać kolekcji o zbyt wiele tych poczciwych staroci chętnie położyłbym łapki na Soundwave’e, Dinobotach, czy którymś z Gestaltów.

Czemu więc, biorąc pod uwagę mój szacunek do G1 umieszczam tutaj autobockiego specjalistę od uzbrojenia? Niestety, pomimo najszczerszych chęci nie potrafię wykrzesać z siebie ciepłych uczuć do tej figurki. Ja rozumiem, że to mold z przed prawie dwudziestu ośmiu lat, że wtedy były pewne ograniczenia i w ogóle. Ale i tak… no co to kuźwa jest? Dla jakiej fembotki on tak stracił głowę? Tak jest, figurka na zdjęciu jest jak najbardziej poprawnie przetransformowana, on naprawdę nie ma głowy! Czemu? Na litość, kto wpadł na to, żeby transformer nie miał głowy? Nawet w tamtych czasach starano się zachować podobieństwo do wyglądu serialowego postaci. I tak ten pan http://www.seibertron.com/transformers/toys/g1-1984/optimus-prime/34/1/34/ jak najbardziej przypomina tego pana http://tfwiki.net/wiki/Image:G1OptimusPrimeStockFootage.jpg  Ten pan http://www.seibertron.com/transformers/toys/g1-reissues/jazz/241/1/34/  przypomina tego http://tfwiki.net/wiki/Image:PrimeProblem_Jazz_is_in_the_way.jpg a ten http://www.seibertron.com/transformers/toys/g1-1985/shockwave/23/1/25/ tego http://tfwiki.net/wiki/Image:ShockwaveDesertionOfTheDinobots1.jpg  Nawet ten pan http://www.seibertron.com/transformers/toys/g1-1984/megatron/35/1/47/ jakkolwiek trochę za długo siedział w siodle to i tak kojarzy się z grubsza z tym panem http://tfwiki.net/wiki/Image:Mtmte1_megatron_throne.jpg  Ale czy to wygląda jak to? http://tilallaremine.files.wordpress.com/2011/02/g1-ironhide-cartoon.jpg  Niestety G1 Ironhide dostał w udziale wyjątkowo mało udanego bliźniaka. Pewnie nie wypada się wyśmiewać z kalek, ale ten bezgłowy jeździec i tak nurtuje mnie do dzisiaj. Na szczęście dwadzieścia lat po G1 nastała seria Universe/Classics 2.0 w ktorej przypomniano sobie o Ironhide, znaleziono jakiegoś zdolnego chirurga i przyszyto mu wreszcie ten nieszczęsny czerep http://www.seibertron.com/transformers/toys/classics-universe/ironhide/1596/1/39/

Miejsce 8 – Bumblebee (The Movie 2007)


Pierwszy Bąbelek wydany w lini The Movie 2007 ma na swoim koncie sporo ofiar śmiertelnych. Trudno jest zliczyć wszystkich zrozpaczonych samobójców żegnających się z życiem dlatego, że nie mogli poskładać tej pokraki do kupy. Transformacja żółtego autobota jest upierdliwa jak rój wściekłych os. Części nie chcą się trzymać kupy, wszystko zgrzyta, nie pasuje do siebie, przesuwa się i odpada. Rażą pomalowane niebieską farbą szyby auta (czemu nie przezroczysty plastik?) W trybie robota Trzmieliński może nie jest jakiś niewiarygodnie straszny, ale nie ma też praktycznie nic ciekawego do zaoferowania. Postawiony na półce obok innych postaci przestałby się rzucać w oczy momentalnie. Jest miałki, nudny, nie czuć od niego, że to jedna z najważniejszych postaci z filmu. Nawet względnie dobrą pozowalność psują mu stopy przywodzące na myśl korelacje rodzinne z Kaczorem Donaldem, a brak show accurate broni zastąpionej jakże spektakularnymi wyrzutniami strzałek, brutalnie nam przypomina, że mamy do czynienia z niskich lotów zabawką, prawie knockoffem, nie zaś godnym polecenia filmowym gadżetem. Wszystkie wady, zarówno trybu robota jak i pojazdu naprawił za to jego minimalnie młodszy brat z tej samej linii http://www.seibertron.com/transformers/toys/transformers-2007/bumblebee/1335/1/198/

Miejsce 7 – Demolishor (Revenge of The Fallen)


O filmach Michaela Baya zwykłem wypowiadać się kwieciście. Tym razem pozwolę sobie na jak najkrótsze wyrażenie mojej opinii. Pierwszy film był znośny, drugi żenujący, trzeci, przez większość czasu po prostu nudny. Jedno trzeba im jednak na plus, postawiono tutaj na parę konceptow stricte mało humanoidalnych robotow. To był dobry pomysł, umożliwiał wielkie pole do popisu dla wyobraźni twórców. Niestety co się tyczy niektórych figurek, ktoś tutaj zapomniał, że o ile papier, czy ekran zniosą wszystko, tak szara rzeczywistość niestety dużo mniej. Pan Demolishor jest tego świetnym przykladem. Na kinowym ekranie gigantyczne bydlę poruszające się na dwóch wielkich kołach i robiące z miasta prasowankę robi wrażenie. Jako figurka z kolei… cóż, bardzo bym chciał zaliczyć tę jego nietuzinkowość jako zaletę, ale zwyczajnie nie potrafię. Figurka Demlishora z oczywistych powodów stoi na bakier ze stabilnością. Z nim zwyczajnie nie da się zrobić nic więcej jak postawić tak, żeby się nie wywalał. Odbiorcy figurki oddana została co prawda do dyspozycji jakaś artykulacja, jednak jest ona praktycznie bezcelowa. W XXI w. zabawka, która daje z siebie mniej niż staruszkowie z G1 jest nie do przyjęcia. Na dodatek nasz groteskowy brzydal po transformacji z całkiem fajnego trybu pojazdu wygląda jak ofiara Nagłego Ataku Spawacza, który nie wiedzieć czemu znalazł inspirację w rozerwanych na pół koparkach i diabelskich młynach. Cierpi też na to, na co cierpią praktycznie wszystkie Decepticony z filmów Baya, mianowicie jego morda wygląda jak skrzyżowanie insekta z pomidorem po którym przejechał długi, rozpędzony peleton. Nieruchawy, pokraczny, brzydki jak deszczowa, listopadowa noc. Taki jest niestety Revenge of The Fallen Demolishor.

Miejsce 6 – Skids (Revenge of the Fallen)


Ekhm…

Naprawdę muszę coś dodawać?

NEEEEXT!

Miejsce 5 – Disc Blast Frenzy (Movie 2007)


Pewnie przesadzam tu trochę z pojazdem po figurkach Bayformers. Wszak w tej serii było sporo udanych modeli, trzeba to przyznać nieważne, czy się lubi tę stylistkę, czy nie… ale nie zmienia to faktu, że biednemu Frenzy’iemu, będącemu z resztą moją ulubioną postacią z pierwszego filmu, przypadła wyjątkowo paskudna, plastikowa personalizacja. Jest po prostu kilka takich TFów, których tryby alternatywne są tak niedorzeczne, albo tak trudne do oddania, że zwyczajnie nie da się figurki zrobić tak, żeby prezentowała się godnie w obu trybach. W takich wypadkach idzie się na kompromis, jedno może wyglądać dobrze… a drugie, no cóż. W wypadku postrzelonego szpiega Decepticonów tryb radia wygląda jak żywcem wyjęty z ekranu. Ale kto eksponuje transformera w alt mode? No chyba, że dać go jakiejś większej figurce do trzymanaia na ramieniu i urządzić na półce wieś disco party. Ale pod żadnym pozorem nie transformować! DB Frenzy w trybie robota traci charakterystyczną dla postaci smukłość i delikatność. Wygląda jak ofiara wypadku na budowie, rozpaczliwie próbująca wydostać się z basenu z betonem. Z boku i z tyłu wygląda po prostu jak radio, które zbratało się z chodnikiem po locie z ostatniego piętra. Na dodatek wszelkie detale nikną w wielkich połaciach szarego plastiku, ledwie w paru miejscach złamanego akcentem w innym kolorze. Konstrukcja ramion i nóg to jakiś żart, pozwala na ledwie parę podstawowych ruchów. Nie dość, że nieszczęsna pokraka nie prezentuje się dobrze to nawet nie jest bawialny. No chyba że kogoś jara możliwość wystrzelenia krążka hokejowego z klatki piersiowej. Reasumując, mogę polecić tę figurkę jedynie kolekcjonerom bulimikom. Popatrzysz na takiego i zwrót obiadu gwarantowany.

Miejsce 4 – Break (Beast Wars Neo)

O… kurwa!

Pardon, staram się nie rzucać mięsem na tym blogu, ale to była moja pierwsza myśl po zobaczeniu tej figurki. I jedyna przez kilka kolejnych minut. W jego miejscu miał się pierwotnie znaleźć Prime Robots in Disguise Knockout, który zawinił mi jedynie niesamowicie spieprzonym malowaniem http://www.seibertron.com/transformers/toys/transformers-prime-robots-in-disguise/knock-out/2694/1/22/ Kiedy jednak zobaczyłem przypadkiem to cudo uznałem, że pomalowany na sraczkowoburoczkowy kolor Knockout wygląda przy nim jak Transformer klasy Masterpiece. Beast Wars Neo to jedna z japońskich niekanonicznych kontynuuacji Beat Wars, jedna z tych serii TF, których na pewno nigdy nie zamierzam obejrzeć. Zniechęcają mnie groteskowe designy i okropny angielski dubbing (oryginalna wersja językowa jest trudno dostępna). Pojawiło się tam mnóstwo dziwacznych, kontrowersyjnych trybow alternatywnych. Powyższe zdjęcie uzmysławia tę opinię. Naprawdę, ludzie, wpadlibyście na to, żeby transformer zmieniał się w pingwina? Mało tego, w pingwina, który wybucha i z którego zamiast wnętrzności wydobywa się robot? Robot, który ma na sobie więcej ograniczających jakiekolwiek ruchy ogromnych paneli niż zgromadzono w sklepie z meblami. Po prostu panel na panelu i panelem pogania, istny król shellformerów. Gdyby złapał wiatr w to coś co wyrosło mu na prawej ręce popłynąłbym zapewne po morzu jak żaglowiec. Jakby tego było mało, jeśli jeszcze ktokolwiek zachował powagę patrząc się na to coś, to z całą pewnością popuści ze śmiechu w majty gdy zwroci uwagę na *put epic music here* TRYB DZIAŁA! zaprezentowany na środkowym zdjęciu przy akompaniamencie kolegi z tej samej serii, Longracka. Nie powiem z czym mi się to kojarzy, ale fani różnego rodzaju furry fetyszy pewnie są teraz w niebie. Ta figurka to śmiech na sali, kosmiczny kawał żałosnego chłamu. Z jednej strony wolałbym postawić na półce wypozowanego zdechłego szczura niż tę abominację, ale z drugiej, gdy tylko spoglądam na BLOWJOB PENGUIN CANNON MODE nie mogę przestać się śmiać. Na swój sposób Break jest więc niesamowity.

Miejsce 3 – Laserbeak (Armada – Micron legends)


Jaki fajny kurczak wielkanocny!

Powiedz, że chcesz go przygarnąć, no powiedz!

Nie?… Cóż, ja też nie…

Serio, to… to jest tak niewiarygodnie pointless, że aż mi żal strzępić klawiatury…

NEEEEXT!

Miejsce 2 – Retrax (Beast Wars)


Kolejne wielkie kuriozum ze stajni Beast Wars. Jest to druga, obok Breaka figurka w tym zestawieniu, której zdjęć nie znalazłem na Seibertron.com. To już wiele mówi. Ktoś tutaj zwyczajnie nie chce pamiętać, że coś takego w ogóle powstało. Trudno się z resztą dziwić. O beznadziei tego modelu możnaby pisać całe rozprawki. Spójrzcie tylko na tę głupią mordę, brak właściwie jakiejkolwiek artykulacji poza nogami, niesamowicie imponujący alt modę, który nie dość, że jest po prostu kupką posklejanych skorupek, to jeszcze reprezentuje coś co zazwyczaj rozdeptujemy podczas spaceru nawet o tym nie wiedząc. Pretty fucking impressive… ale nie wieszajmy tak psów na biednym Retraxie, on próbuje się bronić. On ma… TRYB BOJOWY!

Gdy naciśnie się mu guziczek na plecach klaszcze łapkami jak foczka na widok rybki… Wow! Ta figurka nie przestaje mnie zadziwiać. Zostawcie Masterpiece Optimusa Prime’a, lećcie wydawać forsę na Ebayu na tego potężnego Predacona! Wiecie, że to wasze przeznaczenie! Ludzie z Hasbro doskonale wiedzieli jaką wzbudzi on furorę. Nie od parady w końcu stworzyli potem redeco http://tfu.info/1998/Cybertron/Powerhug/powerhug.htm

Retrax na prezydenta!

A tak na serio z tą figurką można zrobić tylko kilka rzeczy. Można go postawić w pozycji „na Jezusa” bo w każdej innej się przewróci a ramion i tak inaczej nie ustwimy. Można go zwinąć w kulkę. wreszcie, można go wyrzucić do śmieci, albo poćwiczyć grę w baseball z nim w roli piłeczki. Wybór zostawiam wam.

Miejsce 1 – Airachnid (Transformers Prime – Robots in Disguise)


Pierwsze miejsce zarezerwowałem dla mojego prywatnego wielkiego rozczarowania. Wiedziałem, że ta figurka okaże się żałosna gdy tylko zobaczyłem jej pierwsze zdjęcia, ale żywiłem jednak maleńką dozę nadziei, że ktoś pójdzie po rozum do głowy i naprawi tu co nieco. Zwyczajnie lubię tę postać i bardzo bym chciał aby dostała godne plastikowe odzwierciedlenie. Niestety, ktoś tu strasznie pokpił sprawę. Prime okazało się bardzo nierówną serią jesli chodzi o figurki. Z jednej strony wydano fantastycznego Soundwave’a, świetnego First Edition Starscream’a, przyzwoitych Optimusa, Megatrona, Arcee, Ratcheta i Vehicona. Z drugiej koncertowo zwalono Knockouta i seryjną wersję Cliffjumpera… no i Airachnid.

DLACZEGO?

Dlaczego ona ma skorupę żółwia ninja na plecach? Dlaczego jest karyplowatym deluxem? Dlaczego zamiast trademarkowych pajęczych odnoży na plecach dostaliśmy jakieś trzy smętne wiechcie? Dlaczego te głupie panele na ramionach blokują jakikolwiek sensowny ruch? Dlaczego w ogóle konstrukcja całych ramion to porażka? Dlaczego dostała do trzymania jakieś cążki do paznokci? Dlaczego jedynymi dobrze odwzorowanymi elementami tego TFa są głowa i alt mode? Dlaczego jedna z najciekawszych postaci z serialu została tak koncertowo spieprzona? Dlaczego walę głową w biurko?

To bubel. Straszny, śmierdzący tandetą i benzadziejnymi rozwiązaniami bubel. Bardzo bym chciał, ale żaden Transformer z mojej półki nie umówi się z nią na randkę. Chyba, że kiedyś tam Hasbro zmaże z siebie tę hańbę wydając ją jako porządnego Voyagera. Ale na to pewnie poczekam latami *sob sob* ale ja jestem cierpliwy. Nie od parady czekam już od lat na porządnego Shockwave’a wydanego w Henkei/Generations.

I tak mamy za sobą ten mocno subiektywny przegląd beznadziejnych zabawek. Jedyne na co mogę mieć nadzieję, to to, że kiedyś w dalekiej przyszłości Transformery osiągną ideał. Wszystkie figurki będą dopracowane w obu trybach, świetnie pomalowane, pozowalne jak młoda gimnastyczka i tanie jak chińskie zupki Vifona. Po prostu „I have a dream”… a dopóki tak się nie stanie kolekcjonerzy dalej będą mogli wymyślnie wybrzydzać. W gruncie rzeczy, to część frajdy jaką daje to hobby. I choćby tylko dlatego istnienie powyższych potworków jest uzasadnione.

Reklamy

Single Post Navigation

2 thoughts on “Top 10 najgorszych figurek Transformers

  1. Pyrosos vel Ponczek on said:

    Pingwin dewastuje. Arachnid ma spoko hihopter mode, ale robot brzydki, faktem.

    • Co do Pik Poka zmieniłem ostatnio zdanie. Jakbym gdzies go dorwał w cenie gumy do żucia to bym go nabył. Tylko po to żeby stał sobie i roztaczał wokół aurę beznadziei. Doszedłem do wniosku, że jest tak zły, że aż wspaniały.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: