messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Eksplozja fanserwisu – czyli parę słów o „Manyuu Hiken-chou”

Czy da się napisać recenzję anime obejrzywszy jeden odcinek? Na pewno, choć nie będzie to recenzja w pełni obiektywna. Czasami jednak bywa tak, że nawet bardzo krótkie obcowanie z czymś pozwala zbudować wystarczająco wyraźny ogólny obraz produkcji, ktory pozwala na wyrażenie kilku myśli. Tak mam w wypadku „Manyuu Hiken-chou”, serii której zaliczyłem jeden odcinek i nie mam zamiaru oglądać dalej… ale mam po nim taki mętlik myśli, że po prostu muszę się wypowiedzieć, a od czego w końcu mam tego bloga? Stąd wzięła się owa pseudorecenzja, czy też raczej rozważania nad oszałamiającą wręcz głupotą niektórych założeń fabularnych do których potrafią się posunąć skośnoocy scenarzyści.

Seria rzuca nas w realia feudalnej Japonii. Znajdujemy się w świecie w którym od wielkości piersi zależy twoja pozycja społeczna, a w modzie jest kult miseczki rozmiaru E i więcej. Chifusa, główna bohaterka serii, członkini klanu Manyuu, samurajów lubujących się w obcinaniu cycków postanawia się sprzeciwić tej oryginalnej tradycji i rusza w świat wymierzając sprawiedliwość podłym i broniąc niewinnych. Pomoże jej w tym niezwykła umiejętność kradzieży „duszy cycków”, prastarej techniki bezboleśnie spłaszczającej dekolty przeciwniczek przy jednoczesnym powiększaniu się własnych „zderzaków”.

Nawet teraz nie mogę uwierzyć w to, co przed chwilą opisałem…

Ja wiele w życiu widziałem, sporo głupich rzeczy. „Dokuro-chan” było głupie… ale to?

Dzięki nim nigdy nie utonę!

Ja naprawdę nie mam nic do fan serwisu jako takiego. Cycki to fajna rzecz. Jak to stwierdził bohater książek Jacka Piekary „dziesięciu na dziewięciu facetów lubi cycki, a dziesiąty woli tamtych dziewięciu”. Żadna ze mnie ciotka cnotka niewydymka. Jednakże co do serii opartych wyłącznie na fan serwisie… już takie zazwyczaj są wyjątkowo głupawe. Jedyne co może je ratować to radosne podejście do tematu, a i to nie zawsze.

Natomiast to co uderza w „Manyuu Hiken-chou” to straszna powaga i dramatyzm. Nic nie jest w stanie mnie przekonać, że ta seria była żartem, puszczeniem oka. Powaga i dramatyzm są tam wszechobecne! W połączeniu z widokiem panny, która swoją tajemną techniką hoduje sobie na klatce piersiowej dojrzałe arbuzy daje to mózgotrzepny efekt.

Ale fajny ten analog!

No bo jak tu niby uwierzyć w ten dramatyzm, gdy zła pani samuraj po jakże mrocznym, zapowiadającym tortury i śmierć monologu w takt równie klimatycznej muzyki zaczyna, tak zupełnie spontanicznie szczypać i lizać sutki stojącej obok dziewczynie? Jak tu zachować powagę? Gdyby to był czystej krwi hentai nie poruszyłoby mnie to w ogóle, ale w takim wypadku… I jeszcze ta „dusza cycków”, czy tam esensja, nie wiem. Zastanawia mnie ile kilogramów koksu trzeba wciągnąć żeby wpaść na coś takiego.

Strony graficznej serialu nawet nie chce mi się komentować. Jest jaka jest, po prostu w porządku, niczym się nie wybija, ale też i nie odstrasza. Zadziwiają mnie za to niektóre triki do jakich zdaniem autorów zdolne jest ludzkie ciało.

Czekaj, rozciągnę je jeszcze trochę i będziesz je mogła nosić wokół szyi jak szalik!

Seria o cyckach, kręcąca się wokół cycków, z cyckami na pierwszym planie. Na poważnie… po prostu cycki opadają.

To pisałem ja. Człowiek, ktory nie rozumie co takiego poważnego jest w cyckach?

Reklamy

Single Post Navigation

2 thoughts on “Eksplozja fanserwisu – czyli parę słów o „Manyuu Hiken-chou”

  1. Pyrosos vel Ponczek on said:

    Tits or GTFO.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: