messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

„Godzilla the series” – retrospektywa

OMG! IT’S GODZILLA!

Ekhm…

Prawdę mowiąc nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Godzilli. Owszem, miałem zabawki, widziałem kilka starych filmów, ale jakoś nigdy nie złapałem niewiadomo jakiego bakcyla na słynnego potwora, którego powołała do życia wytwórnia Toho. Mimo to czuję do niego pewną dozę sympatii. Stanowi w końcu jeden z największych japońskich wkładów w rozwój kultury masowej.

A ponieważ nie stałem się wiernym fanem starych filmów nie potrafilem też znienawidzieć wersji amerykańskiej z 1998 r. Na obrazie Emmericha wieszano psy, pomstowano za zniszczenie marki itp. Mnie zaś paradoksalnie… film się podobał. Racja, był miejscami głupawy jak… cóż, inne filmy Emmericha, ale mimo to uważam go za kawał solidnego thrillera SF. Sam nie wiem, może to zasługa niezłych efektow specjalnych, albo Jeana Reno, jednego z moich ulubionych aktorów.

W każdym razie wydaje mi się, że relatywnie mało osob pamięta, że na bazie pełmometrazowego obrazu powstał później serial animowany, twórczo rozwijający to co widzieliśmy w kinie. Odnoszę wrażenie, że jest to produkcja nieco zapomniana, a moim zdaniem niesłusznie gdyż stanowiła przykład jednej z solidniejszych rozwojówek popularnych franchise jakie przyszło mi oglądać.

Fabuła rozpoczyna się w momencie końcówki filmu. Pierwszy Godzilla ginie zaplątany w liny Brooklyn Bridge i rozstrzelany salwą rakiet. Wszystkim wydaje się, że zagrożenie przeminęło. Jednak naukowiec Nicko Tatopoulos wciąż ma na względzie zniszczone wcześniej gniazdo potwora i namawia wojskowych na powtórne przeszukanie tego miejsca celem upewnienia się, że żadne z młodych nie przeżyło. Podczas oględzin przypadkiem natrafia samotnie na jedyne ocalałe jajo z którego akurat wykluwa się kolejny jaszczur. Ten jednak, w przeciwieństwie do maluchów unicestwionych w filmie nie traktuje pierwszej napotkanej żywej istoty jako śniadania, gdyż chwilę wcześniej Nicko upaprał się niechcący śluzem z jaja i nabrał znajomego dla zwierzaka zapachu. Gadzina ucieka, a jajogłowy razem ze swoją ekipą starają się go przez jakiś czas namierzyć. Gdy ponownie dochodzi do konfrontacji okazuje się, że stworek zdążył osiągnąć już całkiem konkretne rozmiary. Żeby jednak było śmieszniej okazuje się, że w dalszym ciągu pamięta on Nicka i traktuje go wręcz jako rodzica. W przeciwieństwie zatem do poprzedniego Godzilli, junior staje się w pewien sposób zdatny do kontrolowania i badania. Okazuje się to mieć znaczenie, bowiem z całego świata zaczynają dochodzić słuchy o pojawianiu się innych, niszczycielskich mutantów, powstałych podobnie jak Zilla w wyniku radioaktywnego promieniowania, bądź genetycznych eksperymentów. W momencie gdy Ziemia pomału zaczyna się przekształcać w niebezpieczne zoo naukowy zespół badający naturę wielkich potwórów, mający na dodatek za maskotkę trzydziestometrowego, ziejącego radioaktywnym oddechem jaszczura, staje się cennym sprzymierzeńcem ludzkości.

Dalej wszystko zaczyna lecieć pewnym schematem. W każdym kolejnym odcinku bohaterowie mają styczność z nowym potworem, którego najczęściej posyła do piachu Godzilla junior. Mamy tu więc swoiste nawiązanie do późniejszych filmów wytwórni Toho w których to w pewnym momencie tytułowy potwór staje się bardziej obrońcą ludzkości niż śmiertelnym zagrożeniem (choć nie dotyczyło to ich wszystkich). Same monstra zaś są mniej lub bardziej pomysłowe. Mamy zatem mnóstwo klasycznych aż do bólu wielkich insektów, czy zmutowanych, ala prehistorycznych stworów. Z czasem jednak bestiariusz zaczyna być uzupełniany także o stworzenia mitologiczne, roboty, cyborgi. Bohaterowie zaliczą nawet podróż w czasie, nie zabraknie również gości z kosmosu. Ogółem Godzilla ma w tej serii pełne łapy roboty, podobnie jak pierwszoplanowa ludzka obsada.

Ten zaś tworza zarówno postacie pamiętane z filmu jak i stworzone całkowicie na potrzeby serialu. W centrum uwagi cały czas jest Nick i jego koledzy z zespołu, sarkastyczna pani dr Elsie Chapman i pierdołowaty, tchórzliwy i wiecznie zakatarzony dr Mendel Craven. Nowe twarze stanowią Monique Dupre, łowczyni i agentka francuskich sił specjalnych, twarda babka przysłana pierwotnie w celu zgładzenia Godzilli, oraz wyluzowany latynos Randy Hernandez, żartowniś, haker i generalnie „ten od komputerów”. Nie zapomniano również o dziewczynie Nicka, wścibskiej dziennikarce Audrey Timmonds i jej kamerzyście Victorze. Stanowią oni jednak postacie drugoplanowe.

Generalnie obsada jest całkiem udana. Drużynka dogaduje się ze sobą raz lepiej raz gorzej, jedni są odpowiedzalni za „science stuff” inni za elementy komediowe. Głównym bohaterem ma być jednak Godzilla. I na szczęście wbrew pozorom nie gra tu całkowicie roli dużego psa trzymanego caly czas na smyczy. Przez całą serię jest dosyć nieprzewidywalny, a ludzie zdają sobie doskonale sprawę z tego, że źle poprowadzony sam stanie się jeszcze jednym zagrożeniem i dużo czasu poświęcają na wymyślanie różnych sposobów wchodzenia w interakcję z jaszczurem. Fajnie zatem, że twórcy uniknęli jakiegoś rzygania tęczą i magią przyjaźni i próbowali uzmysłowić, że kontrolowanie gigantycznego, niebezpiecznego zwierzęcia to niełatwy chleb do zgryzienia. I m.in dlatego serię fajnie się ogladało. Jej fabuła stanowiła świetny bilans między akcją i rozpierduchą w wykonaniu wielkich potworów, a próbą zrozumienia potężnej istoty, znalezienia dla niej bezpiecznego miejsca na ziemi, a także nie tylko wykorzystywaniem jej jako broni przed innymi mutantami lecz i własoręcznym ochranianiem jej przed ludźmi, którzy wszystko co niezbadane i tajemnicze najchętniej by pogrzebali, rozwiązując problem najprostszą możliwą drogą. Z pośród wielu epizodów mających luźniejszy charakter da się wyłuskać kilka nieco poważniejszych, a nawet trochę smutnych, np. historię o tym co by się zdarzyło gdyby pupil głownych bohaterow poczuł nagle zew natury…

Serię dawno temu obejrzałem od początku do końca i kto wie, czy jej sobie w całości nie odświeżę. Dla mnie to jedna z tych trochę niedocenionych, fajnych rzeczy, dobrze się kojarzących z latami dzieciństwa. Odpowiedzialne za nią studio Adelaide Productions ma z resztą na koncie inne świetne tytuły emitowane w tamtych czasach jak „Men in Black: The Series”, „Project G.e.e.K.e.R.”, czy „Jumanji: The Series”. Oglądałem je wszystkie i wszystkie wspominam z nostalgią. Pozwoliłem sobie jednak wyrożnić z pośród nich właśnie Godzillę, głównie przez wzgląd na ogólną pogardę jaką powszechnie darzy się filmowy pierwowzór. Moim zdaniem nawet ci, którym ów obraz się nie podobał mają szansę obejrzeć z przyjemnością serial, gdyż jest on o wiele bardziej wciągający i ciekawy. Grupka sympatycznych postaci, walki potworów w tle i wbrew początkowemu wrażeniu naprawdę dobrze skonstruoowany i przemyślany plot są gwarancją udanej rozrywki.

Reklamy

Single Post Navigation

2 thoughts on “„Godzilla the series” – retrospektywa

  1. Ta seria jest uznawana za najlepszy przykład marnowania potencjału przez „dużych” twórców – solidna fabuła, fajnie prowadzone i zachwycający design potworów, odwołujący się do klasyki np. Cyber-zilla. Jednej rzeczy mi brakowało: jakiegoś hamerykańskiego odpowiednika Króla Gidory, ale to już zboczenie fana „klasycznej” godzilli. Nie miałem też nic do filmu Emericha – dobrze się patrzyło.

    • Też mam sentyment do Ghidory. Co prawda nie widziałem „G vs KG”, ale trzeba mu oddać, że to jedne z lepiej się prezentujących klasycznych potwórów ze starych filmów o Godzilli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: