messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Recenzja – „Wielka Kolekcja Komisow Marvela” nr.1

Z nową komiksową kolekcją eleganckich wydań uznanych komiksów Marvela wiązała się początkowo dziwna sprawa. Sporo ludzi się nakręciło, ale pierwszego numeru nijak nie szło nigdzie znaleść, był dostępny jedynie w wybranych punktach sprzedaży w wybranych miastach. Okazało się jednak, że pierwszy rzut był stricte testowym i teraz owa seria wznowień powinna być już ogólnodostępna. Sam natknąłem się przypadkiem na kilka egzemplarzy w Empiku i nie omieszkałem zrobić sobie prezentu na Mikołaja. Raz że cena pierwszego numeru na zachętę to jedyne 14.99 zł (każdy następny około 40 zł), a dwa, zawiera on wycinek z lini fabularnej The Amazing Spider-Man, do której to postaci żywię wielki sentyment.

R0015541

W zestawie dostajemy konkretne ponad sto stron komiksu i dodatków w twardej oprawie oraz plakat. Pierwsze wrażenie: jeszcze nigdy nie widziałem czegoś tak beznadziejnie zapakowanego. Album oraz plakat dostajemy zafoliowane i przymocowane do gigantycznego kartonu formatu A3. Widząc zakłopotanie babeczki z kasy w Empiku szukającej pod ladą odpowiednio dużej reklamówki zadałem sobie retoryczne pytanie, czy na prawdę nie dało się tego zmieścić na o połowę mniejszej kartce? Celem ułatwienia transportu felerna decha z kartonu o powierzchni boiska szybko powędrowała do kosza, a same komiks i plakat do plecaka. Trochę później zostały poddane analizie.

R0015542

Plakat fajniuchny, uniwersalny. Nada się zarówno do biura wyłożnego mahoniem i kością słoniową jak i do wiejskiej wygódki.

Główną atrakcją jest oczywiście sam komiks i muszę przyznać, że ten sprawia od razu świetne wrażenie. Rzadko kiedy zdarza mi się trzymać w dłoni album w twardej oprawie wydany na kredowym papierze, którego zakup nie opróżniłby do cna mojego portfela. Udostępniony przedruk to fabuła The Amazing Spider-Man #30-35 tandemu J.M Straczyński i J.Romita Jr.

R0015543

Trzymając po latach w ręku wypaśnie wydany komiks z jednym z ulubionych bohaterów dzieciństwa prawie posikałem się w majty z czystej szczeniackiej radochy. Przypomniały mi się te dawne lata gdy byłem jeszcze mniejszy i chudszy niż teraz, ale za to nie miałem jeszcze aż tak popsutego wzroku i spędzałem wolne chwile w pachnącej starym papierem osiedlowej bibliotece wertując góry komiksów o przygodach Człowieka Pająka. Stałym punktem dnia było też rezerwowanie telewizora na piętnastą bo wtedy na Fox Kids (pamięta to ktoś jeszcze?) leciała Spider-Man: Animated Series. O tym, że marzyłem żeby ugryzł mnie napromieniowany insekt nawet nie wspomnę (co się śmiejecie? A wy o czym marzyliście w wieku ośmiu lat?) Do dzisiaj zostałem ugryziony jedynie przez niezliczone mrowie komarów, ale żaden skurczybyk nie raczył przekazać mi swojego genomu. Jestem niepocieszony.

R0015547

Wbrew pozorom nie wspominam moich nerdowskich fantazji z przed lat po próżnicy. Słynny moment zawiązujący całą fabułę seri, ugryzienie Petera Parkera przez napromieniowanego pająka, fakt powszechnie znany wszystkim fanom bohatera Stana Lee staje się tutaj raz jeszcze kluczowym momentem. Momentem zanalizowanym całkowicie na nowo. Na drodze nękanego różnymi rozterkami Petera Parkera przeżywającego rozstanie z Mary Jane staje tajemniczy Ezekiel, człowiek wyposażony w bliźniacze do tych Parkera umiejętności. Roztacza on przed młodzieńcem wizję inaczej niż do tej pory interpretowanej genezy pajęczych mocy, odartą z interpretacji naukowej na rzecz lekko mistycznej. W grę wchodzą tutaj pradawne totemiczne moce, poruszony zostaje temat zwierzęcych awatarów Nie zdradzając więcej napomknę jedynie iż ten mistyczny pierwiastek sprawdza się w opowieści o Pająku całkiem nieźle. Historia nie sprawia wrażenia wymuszonej, a wartką akcję śledzi się z przyjemnością. Scenariusz naprawdę mi się spodobał.

Sam Peter zyskał w tej opowieści trochę głębi. To dalej lekka i sympatyczna postać sypiąca podczas walki jak z rękawa mniej lub bardzej udanymi dowcipami, ale na pierwszy plan coraz częściej wychodzi jego zmęczenie nieustannym pakowaniem się w kłopoty i okłamywaniem najbliższych. Można odnieść wrażenie lekkiego emowania, ale jakby na to nie patrzeć gość ma trochę przerąbane i trudno mu się dziwić. Zaprezentowane tutaj cierpienie jest po prostu prawdzwe. Nieprzyjemności przytrafiające się bohaterowi to nie tylko kolejne starcia z wrogami w kolorowych kalesonach, ale też bardziej realne rany, utraty ukochanych osób, oglądanie postępującego upadku szkoły, którą sam ukończył, wreszcie wrażenie generalnego zaszczucia. Na to ostatnie z pewnością ma wpływ nowy przeciwnik Spidera, wykreowany specjalnie na potrzeby „Powrotu do domu” Morlun.

R0015546

Jakkolwiek początkowo zrobił on na mnie wrażenie kogoś wyrwanego z bajki o pięknolicych wampirach to w miarę postępu fabuły moje odczucia się zmieniły. Gość rzeczywiście jest nieco inny od klasycznych Spiderowych łotrów, ale inny w fajny sposób. Najlepiej podsumowuje go na jednym z paneli sam Peter. Morlun się nie śmieje, nie przechwala, nie wygraża, nie snuje planów podbicia świata, nie czuje nawet specjalnej nienawiści do Spider-Mana. Jest po prostu milczącą, mroczną i niepowstrzymaną maszyną do zabijania, której jedynym celem staje się dorwanie Pająka. Wydaje się być ostatecznym Nemesis, choć na pierwszy rzut oka, w porównaniu do innych komiksowych villainów jego umiejętności nie prezentują się jakoś szczególnie imponująco. Odbieram to jako plus, mamy do czynienia z klimatycznym, potężnym adwersażem, ale jednocześnie nie nudnym przepakiem. Jeśli ktoś w tym komiksie zasłużył na miano prawdziwego bad assa, to właśnie Morlun.

Generalnie scenariusz komiksu wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. A jak jest z szatą graficzną? Wiele ona nie ustępuje fabule, choć jest to taki typowy standardzik masowego amerykańskiego komiksu. Niektóre kadry zapadają w pamięć, lekko surowa kreska młodszego Romity, charakterystyczna dla jego późniejszej tworczości daje radę, zwłaszcza w drobiazgowo rozrysowanych na wiele ujęć scenach walki.

R0015545

Album kończy kilka dodatków z których zdecydowanie najciekawsze są skany ze szkicownika jednego z autorów okładki, J.Campbella. Oprócz tego dostajemy skróconą historię powstania postaci Spider-Mana, krótkie biografie dwójki autorów „Powrotu…”, parę reklamówek i zestawień oraz jeszcze jedną zecz, kóra mnie bardzo ucieszyła, gdyż szukałem kiedyś czegoś podobnego, mianowicie zebrane na jednej stronie przykłady kreski wszystkich rysowników przygód Spider-Mana od S.Ditko po M.Bagleya. Jest fajnie, dodatki nie zostały dodane na siłę tylko po to żeby wysępić od odbiorcy komiksu dodatkowe parę złotych, ale stanowią naprawdę ciekawe i godne jak na tę cenę uzupełnienie albumu.

R0015544

Podsumowując „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela” to ciekawa propozycja dla wszystkich miłośników komiksu, także takich, którzy zaliczyli już wchodzące w jej skład historie. Skoro pierwszy numer został tak ładnie wydany przypuszczam, że i kolejne nie będą mu ustępować. Zebrane razem wszystkie albumy świetnie by się prezentowały razem na półce. Tutaj jednak wychodzi jedyny tak naprawdę zgrzyt, mianowice cena kolejnych numerów. Seria ma się ukazywać w sklepach co dwa tygodnie. 80 zł miesięcznie na same komiksy to jednak dosyć spory wydatek dla przeciętnego komiksomaniaka, którym z reguły jest osoba młoda, bardzo często jeszcze sama nie zarabiająca. Piętnaście złociszy za „Powrót…” to była okazja, której w ogóle nie żałuję, ale kolejne albumy już chyba jednak sobie odpuszczę, ewentualnie kupię wybrane, gdyż wydawca planuję w ramach serii jeszcze parę interesujących historii.

Reklamy

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: