messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Atak nostalgii – moje Top 10 zestawów klocków LEGO

Nie za bardzo mam ostatnio czas na nowe teksty dlatego w ramach nowości postanowiłem zarzucić dzisiaj moim starym, przydługim postem z forum LUGPOL, Polskich dorosłych fanow klocków LEGO. w tamtym konkretnym temacie chodziło o zaprezentowanie swojego prywatnego top 10 zestawów popularnych klocków. Temat moim zdaniem zawsze na czasie, klocki LEGO lubią w końcu wszyscy. Nawet Maciarewicz.

Tak więc oto moja lista. Początkowo miałem tu ochotę umieścić wiele zestawów, których nigdy nie miałem i nawet się nimi nie bawiłem, a także sporo tych z ostatnich lat, które mi się ogromnie podobają i wiem, że są wspaniałe… ale wtedy lista miałaby ze trzy kilometry. Ostatecznie postanowiłem skupić się wyłącznie tylko na tym co posiadam w swoim pudle z klockami, z czym wiążą się najlepsze wspomnienia, coś co stanowi dla mnie symbol bawialności. Dziesięć zestawów, od tego lubianego relatywnie najmniej aż do absolutnego hitu.

10. 6979 Interstellar Starfighter

Mój największy zestaw jaki kiedykolwiek miałem, prezent na komunię. Składałem go razem z siostrą cioteczną. Skończony, robił wtedy piorunujące wrażenie. Wielki, z masą laserów, fazerów, mniejszym statkiem przyczepianym za pomocą magnesów. No i ten fibre optic! buczący i mieniący się na czerwono krążownik obcych często przemierzał potem galaktykę siejąc postrach w sercu innych inteligentych ras. Zajął dziesiąte miejsce ponieważ niestety obecnie nie budzi we mnie aż takiego zachwytu. Jest to głównie zasługą wielkich płyt tworzących przód, z których da się co prawda zbudować też coś innego przy odrobinie kreatywności… ale nie zmienia to faktu, że LEGO wypuściło masę wielkich statków, które go przyćmiewają. Mimo to, za sam imponujący mi wtedy rozmach należy mu się miejsce na liście.

9. 6512 – Landscape Loader

Ot maleństwo, kopareczka. Jeden z pierwszych okazów w mojej kolekcji, już nawet nie pamiętam z jakiej okazji się w niej pojawił, co jest wyjątkowe bo na ogół pamiętam historie zdecydowanej większości moich zestawów. Dzisiaj tył wydaje mi się zbyt ażurowy, ale cóż z tego, to i tak fajny mały model. Bardzo lubiłem jej łyżkę i koła oraz minifiga w roboczym wdzianku, chociaż irytował mnie w nim nieco brak kasku.

8. 6036 – Skeleton Surprise

Moje marzenia aby położyć łapy na najwięszym zestawie z tej serii,zamku nr. 6090 nigdy się nie ziściły. Komnata ze szkieletem lubiącym straszyć nieproszonych gości pozostała moim największym zamkowym zestawem. Jej mikre rozmiary wcale mi nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie, gdy tylko znudziła mi się zabawa pułapką budyneczek dostarczył mi elementy do budowny własnych zamków; paneli, fajnej dużej częsci z blankami… no i płomieni, moich pierwszych płomieni! Samego truposza też lubiłem. Trochę co prawda dziwiły mnie luźne ramiona, za to ten pierwszy nadruk uśmiechniętej czachy do dzisiaj podoba mi się najbardziej ze wszystkich trzech wyprodukowanych przez LEGO.

7. 8503 – Sub Slizer (i Slizery ogólnie)

Tutaj wymieniam jeden zestaw, ale w gruncie rzeczy jest do hołd złożony całej serii małych robocików. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem je w katalogu wzbudziły me żywe zainteresowanie, wtedy to było naprawdę coś nowego. Zaraz zamarzył mi się jeden, a gdy jednego dostałem wsiąkłem i na jakiś czas nie liczyły się dla mnie żadne inne serie. Slizery nie były duże, w porównaniu do innych zabawkowych figurek miały przeciętną artykulację, ale coś naprawdę do nich przyciągało. Może to, że każdy był trochę inny. Choć w gruncie rzeczy wykorzystywały te same częsci, każdy miał w sobie coś charakterystycznego. A to jeden był bardziej humanoidalny, inny mniej, jeszcze inny przypominał bardziej samochód… Pamiętam, że strasznie mnie to ciekawiło, to były naprawdę fajne konstrukcje nie uderzające takim kiczem jak np. późniejsze ciągnięte kilka lat Bionicle (aczkolwiek do pierwszej serii Bionicle również żywię sentyment). No i clue programu, strzelanie dyskami! Banalna sprawa a ile radochy. Nie zliczę ile z kumplem urządziliśmy w sumie zawodów w strzelaniu. Ostatecznie skompletowałem pięć z łącznie dwunastu figurek. Pamiętam jaką miałem radochę po raz pierwszy łącząc cztery w jednego potężnego Megazorda, wróć Megaslizera :). Jakkolwiek wspominam tu o całej serii podlinkowałem zdjęcie Sub Slizera, a to dlatego, że był moim pierwszym, do dzisiaj wydaje mi się w sumie najzgrabniejszy i podobało mi się jego wyposażenie, harpun i giętka rurka imitująca aparaturę tlenową.

6. 5918 – Scorpion Tracker

Często wymieniany we wspomnianym temacie zestaw. Nie dziwię się temu. Był prezentem urodzinowym, jednym z najfajniejszych jakie dostałem. Fajne, zgrabne auticzko z masą wyposażenia. Szczególnie uwagę moją przykuły dotąd nie widziane skorpiony, mapa, i przód auta. No i nie zapominajmy o genialnym minifigu. Tak jest, zawadiacki Johnny Thunder ze swoim zabójczym wąsem, kapeluszem, czerwoną chustką i coltem wetkniętym za pas do dzisiaj jest jednym z moich ulubionych ludzików.

5. 5928 – Bi-Wing Baron

Kim byłby Johnny Thunder bez swego arcywroga, Mr. Hates’a czy też Sama Sinistera (czy można wymyśleć lepsze imię dla szwarccharakteru? Wątpię!). Tja, gdy Johnny śmigał w swoim jeepie po pustyni (czyt. moim łóżku) jego nemezis o facjacie pruskiego barona, czy też nazistowskiego satrapy jak kto woli, ostrzeliwał go ze swojego dwupłatowca uzbrojonego w cztery karabiny. Samolot był prezentem za dobre oceny w szkole (przynajmniej do tego się ona przydała :)) Ładna maszyna, zgrabna, z fajną atrapą silnika… no i te cztery flinty!

4. 8209 – F1 Racer

W mojej kolekcji nie ma zbyt wiele Technic, głównie małe i parę średnich zestawów. Ta wyścigówka była moim pierwszym zestawem dziurawych klocków. Na pozór nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale dla mnie jest dowodem na to, że używając tylko kilku podstawowych elementów można zrobić coś naprawdę fajnego, bawialnego i ładnego. Mały czerwony amortyzator nie tylko świetnie spełnia swoją główną funkcję ala zawieszenia, ale też bardzo ładnie wkomponowuje się w ogólną linię modelu tworząc uproszczoną, ale wyraźną sylwetkę bolidu F1. Jest coś na co zwróciłem uwagę dopiero po latach zaś w dzieciństwie, jakkolwiek nigdy nie byłem wielkim fanem motoryzacji bawiłem się z radością tym samochodzikiem, budowałem dla niego różnego rodzaju rampy i tory. Czasami konstruowałem też wersję alternatywną, choć ta nie była aż tak udana.

3. 6135 – Spy Shark

Zaczyna się pierwsza trójka! Trzecie miejsce dla przedstawiciela bardzo małej podserii, za to w moim mniemaniu najfajniejszej jeśli chodzi o te podwodne. Niech się schowa Atlantis ze swoimi ryboludami, nic nie przebije złowrogich Aquasharks w ich boskich, smukłych, drapieżnie wyglądających łodziach. Co prawda pewien komiks z katalogu z 1996 roku sugerował, że owi zafascynowani rekinami podwodni złodzieje kryształów boją się zwykłej ośmiornicy, ale ja tam zawsze wiedziałem swoje. To na pewno zwykła propaganda pierdołowatych Aquanautów, którzy może i mieli fajniejsza bazę, ale ich łodzie nie miały startu do tych należących do adwersarzy, o! Gdy pierwszy raz zobaczyłem charakterystyczną szybkę z paszczą rekina od razu wiedziałem po czyjej jestem stronie 🙂 Moim największym marzeniem był największy zestaw, 6190, ale ostatecznie udało mi się położyć łapki na tych najmniejszych, 6115 i wzmiankowanym tutaj 6135. Dzięki niemu wreszcie zdobyłem upragnioną szybkę, która stała się dla mnie prawdziwym skarbem. Szpiegowski Rekin był nieduży, ale bardzo zgrabny. Często odpalał torpedy w kierunku małego statku Aquanautów – 6125… No i miał szybkę z paszczą rekina. Natomiast minifig cieszył fajną facjatą z gęstym zarostem. … Wspominałem o szybce z paszczą rekina?

2. 6889 – Recon Robot

Drugie miejsce dla prezentu od babci. Jeden z najbardziej bawialnych zestawów poczatkującego fana fantastyki i robotów 🙂 Składałem go razem z ojcem, nawet on był zafacynowany rosnącą w oczach mechaniczną kreaturą. Bardzo fajna maszyna, dwa schowki na jakieś lasery, fazery, stanowisko operatora z fajnym komputerkiem, ruchoma głowa ozdobiona wykorzystywaną później w wielu innych konstrukcjach giętką rurką, no i nade wszystko te ruchome ramiona ze szczypcami! Zawsze łapałem nimi uciekające w popłochu minifigi. Bawiłem się tym robotem tak często, że obecnie wszystkie zawiasy, które posłużyły do budowny ramion są strasznie luźne i przy próbie poruszenia zwisają smętnie jak wiadoma część ciała impotenta. Wymieniam tutaj ten zestaw także z innego powodu. Rzadko kiedy zdarza się aby wszystkie zaproponowane przez projektantów modele alternatywne były fajne w tym samym stopniu co model główny. Ten zestaw jest jednym z chlubnych wyjątków. Modelami alternatywnymi były rakieta, sześciokołowy „łazik” i jakieś bliżej niezidentyfikowane latadełko, wyglądające na bardzo szybkie i zwrotne. Pamiętam, że wszystkie bardzo mi się podobały i wszystkie budowałem równie często jak robota.

Panie i Panowie, oto dochodzimy do szlachetnego pierwszego miejsca, a zajmuje je…

1. 6009 – Black Knight

Mój pierwszy zestawik, bardzo skromny impulsik i absolutny number one na mojej liście. Pamiętam, że w tamtym okresie lubiłem się bawić praktycznie wyłącznie gumowymi dinozaurami, z racji dziecinnej fascynacji wymarłymi gatunkami. Dopiero dzielny Czarny Rycerz obudził we mnie nową pasję. Klocków tu jak na lekarstwo, ale wiadomo, że te trzy elementy robiące za stojak na broń stanowiły tylko dodatek do clue programu jakim była miodna figurka. Rycerz miał wszystko co potrzebował, zbroję, kopię, kuszę, dwa miecze, tarczę z pięknym nadrukiem smoka no i wiernego rumaka. A ileż radochy sprawiło mi samo opuszczanie przyłbicy! Później dołączali do niego kolejni woje, głównie z serii Royal Knights i Dragonmasters, ale żaden z nich nie przebił rudowąsego czempiona. Oj wiele przygód miał ów wojownik, a to smoka ubił, a to zbójów przegonił, na wojnie chwałę zdobywał… Co najlepsze ten najstarszy w moich zbiorach ludzik zachował się prawie, że idealnie. Pomimo tak częstych nim zabaw nadruk na torsie jest całkowicie nienaruszony. Tarcza co prawda lekko się przetarła, tak samo nadruk na buźce, no i ułamało się jedno z małych skrzydełek przy hełmie, ale cóż, w końcu to weteran, swoje przeżył. Czarny Rycerz jest w mojej opinii kwintesencją tego czym zawsze było dla mnie LEGO, nieposkromionej radochy z wymyślania własnych zabaw, dowodem na to, że czasami wcale nie potrzeba ogromnej ilości klocków, funkcji i mocy detali, żeby się wspaniale bawić i zachwycać zabawkami duńskiej firmy. Za to wszystko, za obudzenie we mnie prawdziwej LEGOpasji temu małemu impulsowi należy się zasłużone pierwsze miejsce.

A wy w dzieciństwie bawiliście się LEGO, czy spędziliście je pod kamieniem?

Reklamy

Single Post Navigation

6 thoughts on “Atak nostalgii – moje Top 10 zestawów klocków LEGO

  1. Też miałem Spy Sharka i zawsze marzyłem o tym z łapkami. Jeśli idzie o nostalgia zestawy, to miałem wspaniały i pachnący statek Darth Maula. Składałem i rozkładałem go tyle razy, że wciąż pamiętam, jak należało go układać, by w pełni złożyć. 🙂

  2. Bardzo mnie ucieszyło, że w zestawieni uwziąłeś pod uwagę slizery. Sub był moim drugim, ale też ulubionym. Za dzieciaka bardzo chciałem mieć też slizera Jungle, ale niestety nie udało mi się tego marzenia zrealizować.

    Aquasharks to również dobry wybór. Ot, tacy podwodni piraci. Seria bardzo klimatyczna, szkoda, że nie doczekała reaktywacji… ale kto wie, może się to keidyś zmieni?

    • Anom fajni byli a tak mało zestawów im się dostało. Liczę jeszcze kiedyś na jakąś kolejną serię podwodną z motywem przewodnim w postaci konfliktu frakcji, ale właśnie z czymś w stylu Aquanauts vs. Aquasharks a nie jak w wypadku Atlantis ludzie i jakieś bobołaki podwodne 😀 Nie no Atlantis samo w sobie było nawet fajne, ale to nie to samo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: