messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

„Igor” – recenzja

Dzisiaj zajmiemy się filmem, który o ile mi się dobrze wydaje przeszedł całkowicie bez echa. Takie przynajmniej mam wrażenie bo o istnieniu „Igora” dowiedziałem się zupełnie przypadkowo. Nigdzie nie widziałem żadnego trailera, a film ma już pięć lat na karku. Trochę to dziwne biorąc pod uwagę z jak udaną i sympatyczną animacją mamy do czynienia.

W spowitym deszczowymi chmurami ponurym królestwie Malarii istnieje tylko jeden towar, nazwijmy to eksportowy. Co jakiś czas jego grupa jego mieszkańców, powszechnie szanowiani źli naukowcy zaczynapracować nad najstraszniejszymi, najniebezpieczniejszymi i najbardziej złowrogimi wynalazkami zdolnymi zniszczyć cały świat. A świat płaci Malarii kolosalne haracze tylko za to, żeby owe okropieństwa nie wydostały się poza jej granice. Interes się kręci a szaleni geniusze pracują w pocie czoła. Każdy zaś naukowiec ma swojego charakterystycznego, garbatego pomocnika, Igora. Życie Igorów nie jest usłane różami. Muszą być bezgranicznie posłuszni, bezustannie ciągnąć wajchę w dół i powtarzać sepleniąc przy tym „tak, panie!”. No i są objęci całkowitym zakazem wynajdywania czegokolwiek. Jest jednak jeden Igor, który wyróżnia się na tle pozostałych inteligencją i ambicją i ponad wszytko chciałby zostać sławnym złym naukowcem i nie zależeć już od nikogo. Jak każdy Igor jest jednak ciągle ignorowany a jego jedynymi towarzyszami są jego dwa wynalazki, Scamper, nieśmiertelny krolik nihilista pragnący za wszelką cenę skutecznie się zabić, oraz Brain, zamknięty w słoiku mózg pewnego wyjątkowo mało lotnego jegomościa. Któregoś dnia do bohatera uśmiecha się jednak szczęście. Gdy jego niezbyt rozgarięty pracodawca ginie w spowodowanym przez siebie wypadku Igor postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i dokończyć swój największy, ukrywany przed wszystkimi wynalazek, prawdziwe sztuczne życie. Stworzenie będące rezultatem tego eksperymentu przyćmi jednak jego najśmielsze oczekiwania, stanie się kluczem nie tylko do wewnętrznej przemiany Igora ale też do przyszłości królestwa Malarii.

Ktoś mogłby rzec, że widać tutaj inspirację Burtonem, ale czy Tim to jedyna osoba ktorej przysługuje prawo oswajania makabry czarnym humorem? Stanowczo nie.to Klimat animacji Warner Bros jest stosunkowo mroczny, ale wciąż to przede wszystkim czarna komedia. Dowcipy na temat śmierci, tortur itp. przyjemnych rzeczy nie pozwalają mi stanowczo polecić filmu zapracowanym matkom chcącym puścić małemu dziecięciu coś kolorowego i wesołego celem zajęcia czymś latorośli. Nie znaczy to, że pomimo ciężkiej otoczki i groteskowej stylizacji postaci całość nie budzi zwyczajnie sympatii. Główny bohater to sympatyczna, niedoceniana osoba konsekwentnie dążąca do swego celu. Nawet jego usilne pragnienie bycia złym nie potrafi zmydlić oczu widza, od początku wiadomo, że to gość do rany przyłóż i przyjemnie się mu kibicuje. Nie mniej udana jest reszta obsady. Scamper i Brain to autentycznie rozbrajająca parka comic reliefów. Wyjątkowo przykuwa też uwagę dwójka czarnych charakterów, których interesująca, intensywna relacja „love&hate” jest czymś niespotykanym na szerszą salę w filmach kierowanych do młodszej widowni.

„Igor’ to nie tylko komedia, parodia klasycznych horrowych motywów, ale też zwyczajnie przyjemna opowieść o poszukiwaniu w życiu tego na czym nam tak naprawdę zależy, opowieść o znalezieniu iskierki dobra w świecie zła, którą symbolizuje Eve, wynalazek Igora, wybitne obśmianie motywu narzeczonej potwora Frankensteina. Jej przekonanie o byciu staroszkolną gwiazdą estrady i traktowanie całej otaczającej ją rzeczywistości jak kręconego właśnie filmu jest prześmieszne, ale jednocześnie też trudno nie zgodzić się z jej prostym, a często mimo to mądrym spojrzeniem na ludzi. Szczególnie spodobało mi się, powtarzające się w filmie stwierdzenie iż „lepiej jest być dobrym nikim, niż złym kimś”. To oczywiście proste morały ale często trudno się z nimi nie zgodzić. Trudno jest traktować „Igora” jao dzieło stricte refleksyjne, to była by duża przesada, nie mniej miło, że twórcy i tak fajnego scenariusza pomyśleli o przemyceniu tu kilku takich myśli.


Stronie audiowizualnej filmu nie mam nic do zarzucenia. Animacja może nie jest tak cacana jak w ostatnich filmach Pixara, ale dużo im nie ustępuje. Przerysowane projekty postaci pasują do klimatu obrazu, a choć lwia część skąpana jest w ciemnych, ponurych barwach to na szczęście uniknięto przy tym totalnego braku widoczności tego co się dzieje na ekranie. Strona dźwiękowa zaś to prawdziwa perełka. W stosownych momentach ilustracją muzyczną stają się kawałki stylizowane na jazzowe hity lat 50tych, które do całości pasują po prostu bombowo! Nie można też zapomnieć o fenomenalnej obsadzie dubbingu. Głosów postaciom użyczyli m.in. John Cusack, Steve Buscemi, Christian Slater, a nawet epizodycznie John Cleese.

Szczerze polecam „Igora” fanom dobrej animacji. To sympatyczna, zabawna opowieść podana stylowo i z humorem. Ja w każdym razie bawiłem się świetnie i wiem, że do filmu będę jeszcze wracał nie raz.

Reklamy

Single Post Navigation

2 thoughts on “„Igor” – recenzja

  1. Potwierdzam, film godny polecenia. Co ciekawe, sprytny Youtubowicz powinien znaleźć linka do filmu z polskim dubbingiem. Miałem zamiar oglądnąć tylko początek, a skończyło się na zobaczeniu całego filmu, ale nie żałuję 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: