messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Radosne przepierki z PKP

Ponieważ nie mam dziś pomysłu na inną notkę dzisiaj ograniczę się do bólu dupy.

W sobotę miałem kaprys spotkać się ze znajomymi w Krakowie.  Chciałem przyjechać tak na jakieś dwie godziny przed spotkaniem żeby odwiedzić jeszcze parę miejsc.  Pociąg z Będzina – 5.54. Mam być w Katowicach o 6.14. Pociąg z  Katowic – 6.44. Ok, wszystko jasne.

Pierwsza ciuchcia przyjechała na czas. Zaraz jednak zaczęła się wlec tak, że przegoniłby ją pies z kulawą nogą. I jedną całkiem urwaną. Następnie stanęliśmy w Sosnowcu. Cisza, spokój. Nie jedziemy dalej, bo tak. Zerkam na zegarek, spóźnienie z dziesięciu minut zamienia się w dwadzieścia. Pociąg stoi. W końcu konduktor objaśnia, że stoimy bo tory zostaly zalane. Bo jak wiadomo w naszym pieknym kraju wystarczy  jedna dzeszczowa noc by wzystko poszlo w cholerę, pociągi się wykoleiły, tory poskręcały, a krowy przestały dawać mleko.  Wreszcie ruszamy. Godzina 6.34. Zgrzytam zębami bo na przesiadkę ni cholery już nie zdąrzę. Zajeżdżam do Kato o 6.42. Dwie minuty na kupienie biletu i pognanie na pociąg? Co to dla mnie! Na peronie cuchci do Cracow jeszcze niet. Biegnę do kasy, kolejka jak stąd do Pcimia Dolnego. Do diabła z tym, kupię bilet w pociągu. Z powrotem sru na peron. Na tablicy nic się nie wyświetla, zgaduję, że pociąg już pojechał. Kolejne zgrzytnięcie zębami, ale dobra jest, złapię kolejny o 7.20. Z powrotem do kasy, stoję w kolejce. Jakaś babka wykłóca się z kasjerką bo z biletem coś nie tak. Stoję i stoję. Gdy jestem w połowie kolejki pani zapowiadająca (was też kiedyś zastanawiało gdzie on tak wlaściwie stacjonują?) ogłasza, że spóźniony pociąg do Krakowa z 6.44 wjedzie na peron czwarty. No to biegnę z powrotem bo ten to jednak pośpieszny więc i tak będę nim szybciej na miejscu . Tup tup po bilet do konduktora.

-Dobry, ja chcieć bilet.

-My bilety nie sprzedajemy. Proszę do kolegi na końcu pociągu!

-Ołkej…

Kolega z końcu pociągu poinformował mnie, że powinieniem kupić bilet w kasie bo tak się ogółem robi. Tłumaczę więc, że nie dałem rady inaczej bo kolejka, bo spóźnienie itd. Pan na to, że przecież ten pociąg też był spóźniony. Zaczynam się zastanawiać, czy coś przeoczyłem i od tej pory spóźnienia są traktowane jako zjawisko pozytywne czy też po prostu przez te wszystkie przepierki zaczynam już wariować. Albo to konduktor zwariował, całkiem możliwe.

Sam bilet gość drukował mi jakieś dziesięc minut bo za cholerę nie potrafił obsłużyć tego swojego komputerka, czy co to oni tam noszą. Za pierwszym podejściem prawie wydrukował mi bilet do Szczecina…

A ja tylko do Krakowa chciałem na dziesiątą zajechać, to tak dużo, pytam się? Za tydzień jadę do Gdyni i już się łapię za głowę.

Trzeba jednak odkładać kasę na ten prywatny samolot.

Reklamy

Single Post Navigation

One thought on “Radosne przepierki z PKP

  1. Nie zapomnę dwóch akcji:
    -jak w Krakowie na wyraźne „jeden normalny i jeden szkolny” mojej mamy sprzedali nam rodzinny, który… nie przysługiwał już na mnie, bo skończyłam 18 lat i musiałyśmy użerać się z odzyskaniem za to kasy w Katosach
    -jak we Wrocławiu na równie wyraźne „dwa normalne i jeden STUDENCKI” pani zapytała, ile lat ma dziecko. „Dziecko”, jak powszechnie wiadomo, ma 21 i musiało kucać do okienka kasowego.
    No i jeszcze fakt, ze po zburdelizowaniu(tm) KŚ mama zamiast płacić 4zł, musi płacić 8 (raz w Tychach, raz w Katosach), nie opuszczając pociągu, który kursuje TYLKO na trasie Tychy-Sosnowiec.
    Ale za to mamy już pendolino, które przy pomyślnych wiatrach ruszy od grudnia. Grudnia 2014.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: