messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Archive for the category “LULZ RANDOM”

Radosne przepierki z PKP

Ponieważ nie mam dziś pomysłu na inną notkę dzisiaj ograniczę się do bólu dupy.

Czytaj dalej…

Reklamy

Wybrane ośrodki nerd kultury w polskim internecie

Dawno nie było tu żadnej aktualki oj dawno. Czas odkurzyć nieco łamy tego bloga. Dalej nie mogę nic obiecać w kwestii regularności wpisów, bo zajęć jednak trochę mam, ale z tym jeszcze się zobaczy.

A dzisiejszy wpis znowu ma charakter reklamowy. Jesteś geekiem, cartoon nerdem, maniakiem komiksów, czy innym freakiem, którego tzw. normalni ludzie, aka nudziarze zwykli określać osobą bez życia? Czytaj dalej…

Przerwa na reklamę – Transformery.pl zapraszają – Marvel vs. DC!

Dzisiejszy króciutki wpisik ma jedynie charakter reklamy. Znajomi z zaprzyjaźnionego portalu Transformery.pl, na którym to już od jakiegoś czasu się udzielam poprosili mnie o zaprezentowanie poniższego bannera:

Fajny no nie? Sami byście taki chcieli!

Na ichniejszym forum szykuje się mini nerd event. W śmiertelnym pojedynku zmierzą się ze sobą podobni do siebie umiejętnościami bohaterowie DC i Marvela. Nie jest to jedynie bitwa samych herosów, lecz również pojedynek na głosy w ankiecie i argumenty naszych użytkowników prześcigających się w uzasadnianiu czemu konkretny pan/pani w lateksowych gaciach rządzi bardziej od przeciwnika. Całość ma przybrać formę zwyczajnej dyskusji i mini zabawy. Do odwiedzenia forum zachęcam, jeśli tylko siedzicie na co dzień w świecie starych kreskówek, komiksów, gier, filmów i generalnie geeky stuff. Wbrew swojej nazwie strona nie skupia się wyłącznie na tematyce wielkich robotów, każdy znajdzie coś dla siebie!
Spoiler: Jakkolwiek potoczą się starcia, całość bitwy i tak wygra Batman. Because he’s Batman damn it!

Eksplozja fanserwisu – czyli parę słów o „Manyuu Hiken-chou”

Czy da się napisać recenzję anime obejrzywszy jeden odcinek? Na pewno, choć nie będzie to recenzja w pełni obiektywna. Czasami jednak bywa tak, że nawet bardzo krótkie obcowanie z czymś pozwala zbudować wystarczająco wyraźny ogólny obraz produkcji, ktory pozwala na wyrażenie kilku myśli. Tak mam w wypadku „Manyuu Hiken-chou”, serii której zaliczyłem jeden odcinek i nie mam zamiaru oglądać dalej… ale mam po nim taki mętlik myśli, że po prostu muszę się wypowiedzieć, a od czego w końcu mam tego bloga? Stąd wzięła się owa pseudorecenzja, czy też raczej rozważania nad oszałamiającą wręcz głupotą niektórych założeń fabularnych do których potrafią się posunąć skośnoocy scenarzyści.

Seria rzuca nas w realia feudalnej Japonii. Znajdujemy się w świecie w którym od wielkości piersi zależy twoja pozycja społeczna, a w modzie jest kult miseczki rozmiaru E i więcej. Chifusa, główna bohaterka serii, członkini klanu Manyuu, samurajów lubujących się w obcinaniu cycków postanawia się sprzeciwić tej oryginalnej tradycji i rusza w świat wymierzając sprawiedliwość podłym i broniąc niewinnych. Pomoże jej w tym niezwykła umiejętność kradzieży „duszy cycków”, prastarej techniki bezboleśnie spłaszczającej dekolty przeciwniczek przy jednoczesnym powiększaniu się własnych „zderzaków”.

Nawet teraz nie mogę uwierzyć w to, co przed chwilą opisałem…

Ja wiele w życiu widziałem, sporo głupich rzeczy. „Dokuro-chan” było głupie… ale to?

Dzięki nim nigdy nie utonę!

Ja naprawdę nie mam nic do fan serwisu jako takiego. Cycki to fajna rzecz. Jak to stwierdził bohater książek Jacka Piekary „dziesięciu na dziewięciu facetów lubi cycki, a dziesiąty woli tamtych dziewięciu”. Żadna ze mnie ciotka cnotka niewydymka. Jednakże co do serii opartych wyłącznie na fan serwisie… już takie zazwyczaj są wyjątkowo głupawe. Jedyne co może je ratować to radosne podejście do tematu, a i to nie zawsze.

Natomiast to co uderza w „Manyuu Hiken-chou” to straszna powaga i dramatyzm. Nic nie jest w stanie mnie przekonać, że ta seria była żartem, puszczeniem oka. Powaga i dramatyzm są tam wszechobecne! W połączeniu z widokiem panny, która swoją tajemną techniką hoduje sobie na klatce piersiowej dojrzałe arbuzy daje to mózgotrzepny efekt.

Ale fajny ten analog!

No bo jak tu niby uwierzyć w ten dramatyzm, gdy zła pani samuraj po jakże mrocznym, zapowiadającym tortury i śmierć monologu w takt równie klimatycznej muzyki zaczyna, tak zupełnie spontanicznie szczypać i lizać sutki stojącej obok dziewczynie? Jak tu zachować powagę? Gdyby to był czystej krwi hentai nie poruszyłoby mnie to w ogóle, ale w takim wypadku… I jeszcze ta „dusza cycków”, czy tam esensja, nie wiem. Zastanawia mnie ile kilogramów koksu trzeba wciągnąć żeby wpaść na coś takiego.

Strony graficznej serialu nawet nie chce mi się komentować. Jest jaka jest, po prostu w porządku, niczym się nie wybija, ale też i nie odstrasza. Zadziwiają mnie za to niektóre triki do jakich zdaniem autorów zdolne jest ludzkie ciało.

Czekaj, rozciągnę je jeszcze trochę i będziesz je mogła nosić wokół szyi jak szalik!

Seria o cyckach, kręcąca się wokół cycków, z cyckami na pierwszym planie. Na poważnie… po prostu cycki opadają.

To pisałem ja. Człowiek, ktory nie rozumie co takiego poważnego jest w cyckach?

Frotka

Ponieważ liczba odwiedzin na blogu dalej mi nie imponuje postanowiłem na moment zmienić klimat. Z racji tego iż, jak każdy wie, internet zbudowany jest ze zdjęć kotów robiących coś zabawnego postanowiłem dołożyć do tej budowli cegiełkę ode mnie. Albo po prostu tkwi we mnie jakiś pierwiastek starej baby, nie wiem. W każdym razie oto fotorelacja na temat mojej kotki. Przed wami Frotka, kuot rasy środkowoeuropejski buras/ nurek śmietnikowy.

Już we wczesnym dzieciństwie zeszła na drogę przestępstwa i wylądowała za kratkami w sklepie zoologicznym w Dąbrowie Górniczej. W tle jej współaresztant, domniemany brat, kotek w stylu Tuxedo.

Gdy do nas trafiła miała około dwóch miesięcy i spojrzenie powodujące natychmiastowy efekt DAAAAAAAAAW!

Były to tylko pozory. Gdy tylko nadażyła się okazja zaczęła powoli skradać się do pierwszej ofiary. Właściciela tych nóg nigdy nie odnaleziono.

Jak każdy kot nie mogła się zdecydować, czy uwielbia wodę, czy też jej nienawidzi.

Pokazała też, ze zajebistym trzeba się urodzić.

Jeśli reinkarnacja to prawdziwa sprawa to najprawdopodobniej w poprzednim wcieleniu nazywała się Polly i gustowała w krakersach. Przy okazji pierwszy na tym blogu wrzut na moją przystojną facjatę.

Co się gapisz? (Przy okazji, wam włosy nad czołem też automatycznie układają sie w grzywkę ala Sailor Moon, czy tylko ja mam to szczęście?)

Mała ciekawostka, wszystkie jej łapki mają różowe poduszeczki, poza tą jedną. Czarcia łapa?

Prawdziwie dynamiczne ujęcie. Wsadziliśmy ją do tego koszyka akurat na chwilę, żeby zdążyć cyknąć fotkę zanim wypadła z niego i robiąc salto w powietrzu pobiegła przez całą długość mieszkania tratując wszystko na swej drodze.

Jestem myszką. Porusz kursorem! ^w^

Drapieżnik zaciąga ofiarę do nory.

Ale faza! Ja nie mogę!

Tutaj co prawda została odpowiednio wypozowana, ale grzechem by było nie dać tu tej foty.

Jestem zupem. Posól.

W miarę jak rosła i zdobywała doświadczenie zaczęła się coraz lepiej maskować. Przy okazji zwróćcie uwagę na heterochromię.

Piekarnik to doskonałe miejsce na spanie. Słynna historia niejakiej Anielki okazała się niewystarczającą przestrogą.

Z serii: Spać Można W Każdej Pozycji.

Jestem podręcznikiem. Idziemy do szkoły!

Po pewnym czasie utwierdziliśmy się, w przekonaniu iż nie mamy do czynienia ze zwykłym zwierzęciem. Potwierdziły to jej nadnaturalne umiejętności jak stopniowe znikanie w stylu pewnego innego kota… (zdjęcie nie jest żadną fotoszopą!)

…przybieranie formy naczynia, a więc stan ciekły…

…tudzież tranformacja w formę Cat Worma.

No ale to zrozumiałe. Czegóż innego oczekiwac po kocie, który mial styczność z samą Jasnością?

Frotka pozdrawia was ciepło. Znaczy akutalnie je, ale jak jej przekażę, że niedługo stanie się sławna to was na pewno pozdrowi. I niewykluczone, że pojawi się tu jeszcze parę razy.


Post Navigation