messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Archive for the category “Przemyślenia”

Komu przeszkadzają sezonowcy?

 

sezonowcy Czytaj dalej…

Z narodowcem nie pogadasz…

Oj dawno, dawno nie wstawiałem tutaj nic nowego. Czas wolny pożarła mi sesja, ale przyszedł wreszcie dogodny moment na reaktywację tego bloga. Od tej pory aktualizacje będą się odbywać w każdą niedzielę! Za tydzień powrót do spraw lekkich i przyjemnych, a dzisiaj mam ochotę na pośmianie się z kogoś 🙂 Czytaj dalej…

Krótka piłka #2

Wiedziałem, że nie będę musiał długo szukać kolejnej głupotki do obśmiania.

To co prawda jest już dosyć stare, ale z niewiadomych dla mnie powodów do dzisiaj robi zawrotną karierę na różnych portalach, fejsbuczkach i innych rzeczy od postowania „mądrości”. Czytaj dalej…

Krótka piłka #1

Dzisiejszym wpisem inaurguję całkowicie osobną kategorię na blogu, Krótką Piłkę. Cykl będzie się koncentrował na torpedowaniu w kilku słowach różnych „mądrości” rzucanych od czasu do czasu na te wszystkie Kwejki i inne rzeczy do przeglądania w robocie gdy szef nie patrzy. Wiecie, to wszystko z pod znaku romantycznych zdjęć na torach okraszonych komentarzem głębokim jak kałuża. A ludzie to lubią. Lajkują, przesyłają sobie, mówią „prawda, prawda!”. Znaczy przepraszam, teraz się przecież mówi „true story!” W końcu po albiońsku wszystko brzmi lepiej. Czytaj dalej…

Mądrość (rzyć)owa

Smarkiem będąc miałem razu pewnego pojechać na kolonie. Przez cały okres wyczekiwania słuchałem porad prawie że wszystkich członków rodziny jakoby powinienem często głęboko oddychać nad morzem celem nawdychania się jodu, co miało mieć zbawienny wpływ na mój organizm. Gdy już ganiałem się z kolegami po plaży raczej nie oddychałem pełną piersią, ale na pewno nie rzadziej niż normalnie. Sądzę zatem, że w ciągu trzech tygodni przyjąłem w płuca całe galony tego zakichanego jodu.

Tydzień później miałem anginę.

Tyle na temat jodu. owa bzdura nie wyczerpuje tymczasem w pełni tematyki mądrości (rzyć)owej.
Na pewno to znacie. Też jesteście karmieni na co dzień podobnymi rewelacjami przez ludzi, którzy zamiast oglądać w internecie seriale i zdjęcia kotów naczytali sie różnych pierdół i teraz próbują wysrywać z siebie gówniane opinie na różne tematy, mimo że najczęściej znają się na tym porównywalnie tak dobrze jak ja na fastrygowaniu.

Winny jest nie tylko internet, czasem to również różne przyzwyczajenia, przesądy, mądrości przekazywane z dziada pradziada, uprzedzenia i podejrzenia, stereotypy i cała reszta mentalnego chłamu, który już nawet nie trafia do mnie jednym uchem i wylatuje drugim, a raczej opuszcza me ciało drugim końcem, razem z pierdami, bo z tym nie da się zrobić zwyczajnie nic innego jak po prostu mieć totalnie w dupie.

Zawsze lałem na mądrości (rzyć)owe, ale czasem nawet w tak obojętnym na wszystko człowieku jak ja budzi się chęć niekoniecznie polemiki z tym wszystkim, jak co najwyżej obśmiania.

Jakby jodu było mało, moja droga matula, do której na co dzień nic absolutnie nie mam, wysyła mnie na badania krwi bo obawia się, że moj ostatni spadek wagi może być objawem choroby. Nie probuję z tym dyskutować, z własną matką człowiek nie wygra, ale w głębi duszy znam wyjaśnienie tego niesamowiego zjawiska. Jestem chudy bo nie żrę jak świnia, to wszystko. A czuję się znakomicie.

Te wszystkie zabawy w lekarza to w sumie najgłupszy przejaw (rzyć)owych mądrości. Zaboli takiego brzuszek, wklepie to w „gugla” i wydedukuje, że może mieć raka, a nawet kraba wątroby. I będzie jeszcze tym próbował straszyć kogoś innego. Paranoja.

Jakiś czas temu bolało mnie oko, no bolało jak diabli, szału z tym dostawałem. Oglądałem tę moją gałę nieszczęsną raz po raz przed lustrem szukając np. jęczmienia na powiece. Nic, zero nul. Dałem sobie z tym siana wiedząc, że jeśli sprzedam info rodzinie rzucą mnie od razu lekarzom na pożarcie, a najlepiej od razu na OIOM. I co? Minęło parę dni, samo przestało boleć, widać chodziło o zmianę cieśnienia w oku, czy coś w tym rodzaju, nie wiem, nie znam się na tym. Wiem za to na pewno, że gdybym zaczął szukać rozwiązania problemu w sieci dowiedziałbym się, że prawdopodobnie mam zapalenie przewlekłe nerwu wzrokowego, raka mózgu i macicy zarazem, oraz szkorbut w ramach bonusu.

Czasem szukanie wszędzie (rzyć)owej mądrości prowadzi też do jakiegoś rodzaju dowartościowywania się. Weźmy taką np. tematykę kulinariów. Upichci matoł jeden z drugim u siebie w domu jakieś kluchy z serem i uśmiechając się od czubka głowy do czubka głowy wypali „bo domowe zawsze najlepsze!” Gówno prawda najlepsze! W cholerę razy jadłem na mieście i w domu zarazem. Jadłem zarówno dobrze jak i podle, w lokalu jak i u kogoś. Nie ma żadnej reguły! Ale matoł matołem pozostanie i będzie się podniecać swoim żarełkiem, czy mikrym jabłuszkiem z jabłonki na działce.

Z innej beczki, zdarzyło mi się jakiś czas temu czytać sporo niepochlebnych opinii na temat facetów korzystających z usług prostytutek. W ramach eksperymentu wyguglowałem „facet płacący za seks to…” W otwartych linkach posypały się rozmaite epitety, ścierwa, świnie, imitacje mężczyzn, dranie itp. Wszyscy ponoć doskonale wiedzą, że to seksoholicy, nieudacznicy, prawiczki, niedorajdy niezdolne do zbudowania trwałej relacji międzyludzkiej. Ja nie wiem, czy tylko ja na tym świecie myślę tak prosto i szczerze, że facet płacący za seks to… po prostu facet płacący za seks?

Codziennie słyszę podobne rewelacje rzucane przy każdej byle jakiej okazji. A to, że bez studiów nic się absolutnie w życiu nie osiągnie, a to „popluj mnie bo ktoś źle na mnie spojrzał”, pieniądze szczęścia nie dają, pierwsza miłość jest tą najpiękniejszą, w związku nie chodzi o seks, a Superman jest lepszy od Batmana.

Byle jaki temat, byle jaka sytuacja i już ktoś musi rzucić coś co mnie zirytuje. Banały, których nie warto słuchać.

Ja naprawdę nie znoszę tych wszystkich mądrości. Nie lubię przesądów, głupich powiedzonek, wymuszonej ironii i genialnych porad babuni. Nie cierpię wymądrzania się i prób zaimponowania mi jałową wiedzą. Jestem prostym człowiekiem, szukam prostych rozwiązań, lubię się wypowiadać prosto. Deal with it.

A jeśli nie potrafisz tego zrozumieć nie zdziw się gdy twoja porada dotycząca tego co powinienem zrobić i jak się zachowywać zostanie puszczona mimo uszu.

Mam 172 cm wzrostu i czuję się fajnie

Chyba po raz pierwszy wstawiam tu wpis, który powstał całkowicie spontanicznie, bez wcześniejszego zamysłu.

Tak sobie od czasu do czasu chodzę po tych waszych internetach i raz po raz uśmiecham się z politowaniem. Bolączką dzisiejszych internetów jest to, że na serwisach pokroju Kwejka, czy innego jeba z dzidy, zamiast zdjęć kotów i cycków lądują często pseudo głębokie, twórcze wypierdy nastoletnich znawców życia. Lubię nawet czytać te wywody godne Sokratesa. To takie słodkie wiedzieć, że istnieją na tym świecie ludzie, których poglądy na wszystko mozna zgasić jednym zdaniem. Albo równoważnikiem zdania.

Dzisiaj np. chwilę podumałem nad takim wywodem:

Pomijam już popularną rynsztokową formę i fragment na temat „pasztetów”. Co kto lubi, mnie np. podobają się lekko pyzate panny, komuś  innemu nie. To rozumiem.

Ale „refleksji” na temat wzrostu po prostu nie ogarniam. Zapytam się wprost, naprawdę jest gdzieś na tym globie ktoś tak zakompleksiony, że uzależnia męstwo od wzrostu?

Ja oczywiście wiem, że to tylko gimbusiarski bełkot, którym nie ma co się przejmować. Ale jakby tak rozważyć to przez chwilę na serio, tak for fun. No powiedzcie, ktoś tak myśli?

Nie ma oczywiście nic złego w gustowaniu w wysokich/wyższych/niższych od siebie. Wzrost i ogólna sylwetka partnera to coś na co na pewno zwracamy uwagę. Raz jeszcze, jednemu pasuje to, innemu tamto. Jeśli ktoś traktuje to jako żelazne kryterium, bo nie mógłby zdzierżyć gdyby dziewczyna patrzyła na niego z góry… cóż wolna droga. Ja tego raczej nie rozumiemm, ale powiedzmy, ze szanuję.

Za to nie dam sobie wmówić, że wzrost jest wyznacznikiem męskości. Mężczyznę określa jego zachowanie, stosunek do otaczającego go świata, zwłaszcza najbliższych. Męskość równa się odpowiedzialność, opiekuńczość, praca, wytrwałość, opanowanie, inteligencja, pasja, charyzma.

Udowadnia to wielu powszechnie uznawanych za ciacha facetów. Pisząc ten tekst zadzwoniłem na szybko do mojego serdecznego znajomego, Johnny’ego Deppa. Chłopak pogrywa czasem w filmach, może kojarzycie. Mierzy 178. Blisko, ale nie wpasował się w magiczne „>180” To samo Bruce Willis. Stallone, Banderas i Tom Cruise to już w ogóle karły, odpowiednio 175, 176 i 170 cm wzrostu. A oryginalny, komiksowy Wolverine z X-Men miał metr sześćdziesiąt bez centymetra 🙂

Osobiście mierzę 172. Jeśli dla kogoś jestem kurduplem, trudno, jakoś nie mam serca przejmować się czymś na co nie mam wpływu. To tak jakbym miał płakać, że nie urodzilem się kobietą. Przynajmniej łatwiej mi dobrać na siebie ubrania, nie muszę się prawie nigdzie schylać i jeśli wierzyć statystykom moje serce wytrzyma dłużej zanim zechce zostać hardkorem i spróbować zawału. A swoim zachowaniem, gdy tylko jest to konieczne, zawsze potrafię udowanić, że jestem już mężczyzną, nie małym chłopcem, który uważa, że jego zdanie jest najmojsze i trzeba je wykrzyczeć.

Jeśli jakiegoś dryblasa śmieszą moje słowa łaskawie na to pozwalam, w końcu śmiech to zdrowie. Ale moim zdaniem można by chociaż spróbować dowartościować się w jakiś ciekawszy sposób.

5 ludzkich zachowań, które mnie lekko irytują.

Niekoniecznie bardzo, bo ja na ogół jestem spokojny człowiek i jak ktoś mnie wkurzy gotów jestem co najwyżej strzelić mu w stopę. A mogłbym zabić, no nie?

I. To jest pedalskie!

Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby zabrać Polakom słowa Żyd, chuj, pedał i komunista (tudzież wariacje na temat komunisty) to nie mieliby kogo jak obrazić. Skupmy się na pedale, pedalstwie, pedałowaniu.

Już dawno temu zauważyłem, że ludzie kochają oceniać orientację seksualną wszystkiego na około. Tak wszystkiego, nie wszystkich. Pal licho ocenianie osób. Łapię się za to za głowę gdy słyszę, jakie zachowanie jest, a jakie nie jest pedalskie. Co wolno, a czego nie wolno robic, oglądać, słuchać, czytać, czy też czym się w ogóle interesować, żeby ktoś nie pomyślał, że wolimy dotknąć samczego bicepsu, zamiast kobiecego cycka.

Pijesz Redds’a, czy Gingera? Przecież to pedalskie piwa! Jak możesz? Jak możesz oglądać pedalskie kucyki Pony? Śmiesz interesować się modą? Ty pedalski pedale! I w ogóle co to za pedalskie ciuchy nosisz? I ta twoja pedalska muzyka w odtwarzaczu, a kysz!

Łapiecie o co chodzi?

Nie wiem jak bardzo trzeba byc zakompleksionym, żeby próbować komuś dogryźć dokonujac oceny jego orientacji. Więcej, jak trzeba byc zakompleksionym, żeby czyjąkolwiek orientację traktować w pogardliwy sposób. Dla mnie to domena ludzi naprawdę małych, ludzi obdarzonych umiejętnościami kostruowania argumentów na poziomie robaczka świętojańskiego. A swoją drogą to gej nie może być męski? Bo dla mnie np. prawdziwe męstwo to min. odwaga, honor, troska o swoich najbliższych i umiejętnośc zapewnienia im bytu, a nie osobisty gust w sprawie dziurek do ruchania.

Also… a jakie zachowania są lesbijskie? Bo jeszcze chyba nikt żadnego nie wymienił?

II. Zabawna strona nienawiści – o hejterach.

To miał byc temat na osobny tekst, ale jakoś mi tutaj przypasowało.

Bawi mnie to, że o większości popularnych rzeczy, wokół których było i jest w dalszym ciągu mnóstwo szumu dowiaduję się zawsze z plujących żółcią ust osób, które chyba za jedyny życiowy cel uznały łażenie po sieci z maczugą i trollowanie na forach miłośników danego zjawiska. Tak to żyłbym sobie dalej w błogiej nieświadomości o co biega ze świecącymi się wampirami, Bejbe Bejbe Biebera i innymi bzdetami, które przeminęły by bez wiekszego echa gdyby ludzie przestali na nie pluć. Bo prawda jest taka, że nagonka na coś tylko dodatkowo nakręca popularność.

To nie jest tak, że drażni mnie sama krytyka i wyśmiewanie. Wręcz przeciwnie, uwielbiam dobre parodie. Czegokolwiek, byle by były naprawdę dobre. Za to do szewskiej pasji doprowadza mnie podbijanie własnego ego pokazując jakim to się jest niemainstreamowym bo należy się do nie wiadomo jak super mniejszości, która nie dała się omamić i gówna nie tyka.

To rodzi masę kretyńskich sytuacji np. http://browse.deviantart.com/?qh=&section=&q=twilight+book+burned#/d1vrsq1 (OMG patrzcie! Spaliłam książkę! Ale ja jestem…jestem… jestem idiotką…) http://browse.deviantart.com/?qh=&section=&q=twilight+book+burned#/d21kqdm (OMG! I mam naśladowców!)

Żeby nie być monotematycznym dodam, odrywając się już od fenomenu „Zmierzchu”, że hejter to gatunek ekspansywny, spotykany w każdym środowisku, przy każdej sytuacji. Hejtują polityków, bo przecież każdy polityk bez wyjątku to burak i złodziej, a państwo mnie wciąż oszukuje, dranie! Nieroby! Co z tego, że kasę na wszystko daje mi mama, a pracą rączek nie skalałem i tak państwo mnie krzywdzi. Hejtują ludzi mediów, piosenkarzy i aktorów, toczą pianę z pysków na wieść, ze Cichopek, czy inna Mucha kupiła sobie torebkę za kilka tysięcy i do żadnego z tych zakutych łbów nie dociera, że to jest jej, Cichopka, czy Muchy kasa i to tylko jej sprawa co z ową kasą poczyni, a im nic do tego. Pod zdjęciem dowolnej znanej osoby na bank wyłapie się, na tych wszystkich Pudelkach i innych Dobermanach przynajmniej kilkanaście komentarzy jaka to ona paskudna, gruba, „a cycki to se na pewno zrobiła i mordę też”. Głowę daję, że zdjęcie każdego z nas, wrzucone na podobną witrynę zostałoby prędzej, czy później podobnie zrównane z ziemią, a zakładam, że większość ludzi jednak się pasztetami nie rodzi.

Gardzą Biebierami, Gagami, Wiśniewskimi, Dodami, Wojewódzkimi mimo, że gówno o nich wiedzą i nie rozumieją, że sceniczny wizerunek nie równa się prawdziwemu. Gardzą widzami „Tańca z gwiazdami”, „Klanu”, „M jak Miłość”, „X Factor” itd. no bo oni przecież są ci lepsi, mądrzejsi. Oni to chodzą jeno do tyjatru, a jak do kina to tylko Woody Allen i arcydzieła chorwackiej kinematografii. Jasne.

Nie rozumiem takiego sztucznego, niepotrzebnego nakręcania i jednoczesnego wywyższania się. Nie rozumiem dlaczego normalna krytyka przeradza się w jakieś chore, wymierzone w kogoś krucjaty. Dla mnie, człowieka maksymalnie na wszystko obojętnego, czasem wręcz flegmatycznego plasuje się to poza granicami rozumowania. Zapamiętaj to sobie raz na zawsze, ty, który to czytasz. Jeśli nie lubisz książek Stephanie Meyer, Rowling, Paoliniego, Coelho, whatever, jeśli nie lubisz muzyki Biebiera, Lady Gagi, Eminema, Miley Cyrus, whatever, nie lubisz tego i tamtego, dostrzegasz tego wady i umiejętnie je wytykasz, robisz to normalnie, ironicznie, z jajem, wszystko jest wporzo, przytaknę ci i pośmiejemy się razem, bo ja też nie jestem fanem tych rzeczy, ani ludzi. Ale jeśli miotniesz przy mnie, że nie lubisz kogoś, tylko dlatego, że lubi to, czego ty nie lubisz, wiedz, że ja nie lubię ciebie.

Ja jJak czegoś nie lubię, to po prostu tego nie tykam i się tym nie przejmuję, dając żyć innym, skoro oni dają żyć mnie. I tak zachowuję przeważnie to, co tak naprawdę jako jedyne liczy się w życiu. Święty spokój.

III. Jezusicku! Toż to straszne!

Kolejna obserwacja, o której szerzej napiszę w mojej przyszłej książce, ktora nigdy nie zostanie wydana dotyczy ludzi żyjących wg.tego co od kogoś tam usłyszeli, względnie gdzieś przeczytali. Nomen omen na którymś z naszych przecudownych portali informacyjnych. Czego ja się tam nie dowiedziałem. Ponoć w ciagu ostatniego tygodnia nastały dwa końce świata. W ciągu ostatnich paru lat zanotowano na Ziemi tyle pożarow, że w zasadzie gdzieś w okolicy powinni się przechadzać Dante z Wergiliuszem. Dowiedziałem się też, że czeka mnie niechybnie przedwczesna śmierć bo zwykłem jadać pomidora razem z ogórkiem, a to ponoć bardziej niebezpieczne dla organizmu niż dojrzewający w klatce piersiowej dorodny Xenomorph. Tak samo powinno mnie mdlić na sam widok parówek, no bo przecież KAŻDY wie co tam do nich dodają i trują całą planetę A tak w ogóle to cud, że nie zabiły mnie jeszcze banany, które spożywam regularnie. No bo wiedzieliście, że mają wysoki indeks glikemiczny? Tak, też nie mam pojęcia co to jest. Takimi oto przestrogami jestem codziennie raczony. Ostatnio się dowiedziałem, że nawet cytryny nie mogę sobie dodać do herbaty, bo to spowoduje odkładanie się glinu w moim organiźmie (WTF?)

Poważnie, czy ktokolwiek z ilorazem inteligencji wyższym od tego przyssanego do ściany akwarium glonojada żyje wg. tych głupich przykazań pisanych dla zapchania wierszówki? Czy ktokolwiek wierzy, że wpierniczając same kiełki i popijając mleczkiem sojowym, przykładając ręce do telewizora gdy pan uzdrowiciel każe i może jeszcze uprawiając feng shui ma szansę pożyć te kilka lat więcej od chociażby mało aktywnego palacza? Nie jestem przekonany, albowiem nie znamy dnia ani godziny, że tak sobie wyjątkowo patosem zarzucę.

To samo się tyczy panikarzy i czarnowidzących z pod znaku końców świata, niechybnych klęsk i nadchodzących wojen. Ceny pójdą w górę, lodowce topnieją, pandy nie chcą się ruchać. A tak w ogóle to to wszystko jest jeden wielki spisek NASA, Iluminatów, Żydów, Masonów i Misia Kolargola. Gdy czytam takie wiadomości, słucham takich ludzi, nabieram przekonania, że gatunek ludzki powinien zmienić nazwę na Homo Territus – Człowiek Zastraszany.

A ja i tak będę sobie żył jak mi pasuje, uprawiając mój sprawdzony wszystkowdupizm. Z zaciekawieniem oczekując kolejnego końca świata (może któryś w końcu będzie spektakularny, na tyle że da się go zauważyć?) i pijąc herbatę. Z cytryną, bo tylko taka jest naprawdę smaczna.

IV. Podniecanie się związkiem.

Generalnie jestem pozytywnie nastawiony do ludzi. Z tąd potrafię cieszyć się cudzym szczęściem, czy jest to szczęście dziecka, które dostało czekoladę, czy starego małżeństwa, ktore przeżyło ze sobą 50 lat. Tak samo potrafię się cieszyć, gdy dwójka ludzi się odnajduje. Ale wszystko ma swoje limity.

Nie chodzi o samo cieszenie się związkiem, okazywanie swej radości. Raczej o pewien rodzaj wyższości względem osób samotnych.

To sytuacje w rodzaju tych gdy słyszymy docinki „czemu nie masz jeszcze dziewczyny/żony/kochanki”, „chce ci się iść samemu na imprezę?” Samotny dla wielu znaczy gorszy.

Pal licho gdy kumpel/kumpela zaczyna sikać z radości bo ktoś zwrócił na niego uwagę. Pal licho gdy trajkocze nam nad uchem jakie to jego kochanie jest wspaniałe. To zrozumiałe, motylki w brzuszku te sprawy. Niefajnie zaczyna się robić gdy wyraźnie już odnotowujemy w czyimś głosie drwinę, gdy w czasie przyjacielskiego przekomarzania się nagle ktoś rzuca „ale za to ja jako jedyny w towarzystwie mam dziewczynę haha i cooo?”

Gówno.

Bo czym tak właściwie się cieszysz baranie? Jarasz się związkiem, czy nim szpanujesz? W czym niby jesteś lepszy od samotnego?

Głupie w tym wszystkim jest to, że samotni przyjmują w tym wypadku najczęściej postawę defensywną. Ktoś machnie ręką, usmiechnie się krzywo, rzuci niby ze śmiechem „a daaaj spokój”, a w głębi duszy jest albo wściekły/a, albo co jest jeszcze bardziej irracjonalne, wstydzi się samego siebie. Kończy wieczór przesiadując kilka godzin na serwisie randkowym w przekonaniu, że musi jak najszybciej znaleźć miłość swego życia.

No właśnie, musi? Czy to takie trudne powiedzieć, że czyjś związek nam nie imponuje? Może ktoś tego zwyczajnie nie potrzebuje, zwyczajnie ceni sobie pełną swobodę, niezależność? Są tacy ludzie. Ale nie każdy powie o tym głośno, nie chcąc robić sobie tzw. siary u znajomych, czy też martwić rodziców, którzy przecież marzą o wnukach.

Nie piszę tego z perspektywy osoby samotnej, więcej, odkąd poszedłem na studia nie narzekam na brak popularności, ku mojemu zaskoczeniu bo zawsze z wrodzonej skromności uważałem się za przeciętniaka.

Ale mimo tego nigdy nie zamierzałem i nie zamierzam czynić ze związku karty atutowej. Bo każdy nowy, udany związek to po prostu kolejne, radosne życiowe doświadczenie, nie tryumfalna mina „bo dziś zarucham a wy nie!”

V. Wyśmiewanie cudzych zainteresowań.

Na sam koniec rzecz najbardziej absurdalna, coś, czego nie da się absolutnie niczym wyjaśnić.

Ile razu drogi czytelniku przyjąłeś na siebie ironiczne spojrzenie za to, że powiedziałeś co lubisz robić w ramach hobby, co lubisz czytać, w co grać, jakie filmy lubisz, w jakich pozycjach zwykłeś chędożyć swą lubą?

Zapadł mi jakoś szczególnie w pamięć przypadek gościa, członka forum Transformery.pl, uprawiającego video recenzje nabywanych przez siebie figurek. Ktoś wrzucił jego profil na sadistic.pl. Chłopak został zjechany od przyjebów, kurwinoksów i innych przyjemnych epitetów. Ot internetowy motłoch dorwał nową ofiarę, nothing new. Ale zapadło mi w pamięć bo to koronny przykład tego jak plebs traktuje kogoś kto śmie w tej wielkiej orkiestrze zagrać trochę inaczej.

No bo jak się chce uchodzić za normalnego, żeby śmichów chichów nie było no to przecież trzeba umieć pogadać o normalnych sprawach, nie? Nie jakichś głupotach!

Co to są te normalne sprawy? No jak się jest facetem to przecież wiadomo, piłka, siłka, chlanie, dupy. Jak ktoś chce uchodzić za inteligienta no to polityka oczywiście, oraz to co się studiuje, ale podniesione do potęgi entej. Kobiece tematy to faceci, kosmetyki, imprezki, hihi…

Jak to komuś sprawia przyjemność, to spoko, nie moja brocha. Ale trzeba mieć naprawdę pustą pałkę, żeby pluć się na kogoś za to co ten ktoś lubi robić.

No bo patrząc tak na to chłodnym, analitycznym okiem to w czym takie kolekcjonowanie chociażby wspomnianych transformerów jest głupsze od powszechne akceptowanego zbierania znaczków, czy monet? Żadna mania kolekcjonerska nie jest racjonalna ani pragmatyczna, służy tylko naszej osobistej satysfakcji i gówno wszystkim do tego, czy osiągamy ją dzierżąc w dłoniach klaser, czy Megatrona.

Co takiego niższego jest w oglądaniu kreskówek zamiast filmów fabularnych, czytaniu komiksów miast mądrych książek, przesiadywaniu w ciepłym domu z kubkiem kakao w dłoni, w zastępstwie baunsowania w rytm techniawki na deskach remizy, czy kibicowaniu? Posiadaniu niewielkiej grupy zaufanych przyjaciół, a nie tysiąca znajomych na Twarzoksiążce? Niech ktoś mi to wyjaśni bo ja to chyba jednak głupi jestem
i czasem potrzebuję posłuchać kogoś mądrzejszego od siebie.

Żadna pasja nie jest czymś złym, ani dziwnym, o ile tylko robiąc coś nie krzywdzi się tym samym drugiego człowieka. Jakiekolwiek próby hierarchizownia hobby to jak porównywanie co jest lepsze, komputer, czy lodówka? I dopóki rozwijanie swojego hobby nie staje się zbyt nachalne, inwazyjne, jeśli wiemy kogo warto w sprawę angażować, a komu lepiej dać spokój, dopóty nie powinniśmy się niczego wstydzić, ani dać sobie wmówić, że powinniśmy rzucić wszystko w cholerę gdy ktoś tylko stanie nad nami zacietrzewiony z batem.

Post Navigation