messinmyhead

Kraina Zgryźliwego Tetryka

Transformery, Marvel, różności i mroczna lolitka – moja kolekcja figurek

Dzisiaj będzie jedynie wizualnie. Moje sukcesywnie powiększane nerdzbiory. Początkowo miały być tylko Transformery przeplatane Marvel Legends, a pomału wychodzi na to, że w kolekcji będą i inne mini gałęzie. Zainwestowałem ostatnio w pierwszą figurkę by Max Factory Figma (Black Rock Shooter 2035 game version), a pomału zaczyna mnie nachodzić ochota także na coś jeszcze innego. O tym może jednak dopiero przy okazji. Dziś taka oto mini galeria! Czytaj dalej…

Wybrane ośrodki nerd kultury w polskim internecie

Dawno nie było tu żadnej aktualki oj dawno. Czas odkurzyć nieco łamy tego bloga. Dalej nie mogę nic obiecać w kwestii regularności wpisów, bo zajęć jednak trochę mam, ale z tym jeszcze się zobaczy.

A dzisiejszy wpis znowu ma charakter reklamowy. Jesteś geekiem, cartoon nerdem, maniakiem komiksów, czy innym freakiem, którego tzw. normalni ludzie, aka nudziarze zwykli określać osobą bez życia? Czytaj dalej…

Parę słów na temat Assassins Creed III

Nie miałem wcale zamiaru zagrać w Assassins Creed III. Seria ominęła mnie szerokim łukiem i nigdy specjalnie nie zainteresowała. Jednakże przy okazji zakupu nowego komputera otrzmałem również parę kodów umożliwiających darmowy, legalny download kiklu gier, m.in. właśnie najnowszego Assassina. Skorzystałem zatem z okazji. Po długim pobieraniu zacząłem grać. Obecnie mam za sobą 25% postępu i nadal mam ochotę na więcej.  Jakie są moje wrażenia? Czytaj dalej…

Atak nostalgii – moje Top 10 zestawów klocków LEGO

Nie za bardzo mam ostatnio czas na nowe teksty dlatego w ramach nowości postanowiłem zarzucić dzisiaj moim starym, przydługim postem z forum LUGPOL, Polskich dorosłych fanow klocków LEGO. w tamtym konkretnym temacie chodziło o zaprezentowanie swojego prywatnego top 10 zestawów popularnych klocków. Temat moim zdaniem zawsze na czasie, klocki LEGO lubią w końcu wszyscy. Nawet Maciarewicz. Czytaj dalej…

Blog roku

blogroku-logo

Kekeke…

Nie żebym liczył na jakiś wielki sukces, ale zawse jest to szansa na nowych czytelników.

Głosować darmozjady!

Recenzja – „Wielka Kolekcja Komisow Marvela” nr.1

Z nową komiksową kolekcją eleganckich wydań uznanych komiksów Marvela wiązała się początkowo dziwna sprawa. Sporo ludzi się nakręciło, ale pierwszego numeru nijak nie szło nigdzie znaleść, był dostępny jedynie w wybranych punktach sprzedaży w wybranych miastach. Okazało się jednak, że pierwszy rzut był stricte testowym i teraz owa seria wznowień powinna być już ogólnodostępna. Sam natknąłem się przypadkiem na kilka egzemplarzy w Empiku i nie omieszkałem zrobić sobie prezentu na Mikołaja. Raz że cena pierwszego numeru na zachętę to jedyne 14.99 zł (każdy następny około 40 zł), a dwa, zawiera on wycinek z lini fabularnej The Amazing Spider-Man, do której to postaci żywię wielki sentyment.

R0015541

Czytaj dalej…

The saga continues? – parę słów na temat kontynuacji Star Wars

Stało się. Ta wiadomość obeszła świat w błyskawicznym tempie. Wczoraj Disney kupił Lucasfilm i zapowiedział kontynuowanie sagi „Gwiezdych Wojen”. Ludzi od Kaczora Donalda kosztowało to, bagatela, 4 miliardy zielonych.

Pan z prawej rozbudził wyobraźnię milionów. Pana po lewej nie znam z nazwiska. W każdym razie tak wygląda przekazanie sobie kasy za którą moglibyśmy balować do końca życia.

Same wydarzenie ma oczywiście niebagatelne znaczenie dla rozwoju światowej popkultury. Uniwersum SW posiada w końcu największy ze wszystkich fantastycznych fandomów na świecie. Postacie, muzyka, cytaty, motywy i symbolika tych filmów są rozpoznawane chyba nawet przez Eskimosów na Grenlandii. Historia była ponoć od początku pomyślana jako trylogia trylogii, ale wydawało się, że po tylu latach jakie minęły od premiery „Zemsty Sithów” pozostanie to jedynie w zamyśle twórców. A tu bach, niespodzianka. Sam byłem nielicho zaskoczony.

Oczywiście internet zareagował błyskawicznie:

Obvious joke is soooo obvious.

Co z tym wszystkim będzie dalej? Przewiduję podział fanów na dwie spore grupy. Jedni będą biadolić, że komercha, tfu! (tak jakby SW nigdy nie były komercyjne…) Lucas się sprzedał! Marka jeszcze bardziej się upodli, zrobią jakieś gówno dla dzieci, hate, hate, HATE! Druga grupa, zakładam że głównie młodsi fani, będzie się cieszyć i przewidywać w jakim czasokresie zostaną umiejscowione nowe filmy, czy pojawią się postacie z książek i komiksów, może wątek inwazji Yuuzhan-Vongów? A może „Dziedzictwo”? A może to, a może tamto?

A gdzie w tym wszystkim jestem ja? Uważam się za fana, kiedyś bardzo oddanego, obecnie prezentującego bardziej stonowane podejście (czyt. nie łykam jak pelikan wszystkiego z logo marki na sobie), ale jednak fana. Pierwsze trzy filmy obejrzałem smarkiem będąc, z zajeżdżonych kaset na dogorywającym magnetowidzie, dodajmy, że stare wersje nie obrobione cyfrowo! Wsiąkłem, a że byłem wtedy w takim wieku że nie musiałem czekać na „Mroczne Widmo” ponad trzydzieści lat, szybko rozpocząłem też przygodę z początkiem nowej trylogii. Na dwie kolejne części sagi czekałem już z niecierpliwością. Jakie były te filmy, każdy wie, można się o to sprzeczać. Miały fajne momenty przeplatane słabymi (tych było niestety więcej). Expanded Universe za to znam wybiórczo. Ot czytało się jakieś komiksy, oglądało seriale, grało w gry.

Generalnie uważam, że marka znalazła się jakis czas temu w stanie stagnacji. Od paru lat nie pojawiło się nic wybijającego się ponad przeciętność. „Clone Wars” przeplatają autentycznie fajne motywy, z czymś autentycznie słabym (wskrzeszenie Dartha Maula, serio?). MMORPGowe wydarzenie pod kryptonimem „Old Republic” pomimo paru niezłych pomysłów szybko się nudzi i zamienia się w kolejny wariant rozgrywki z pod znaku „zabij stu gołodupców a dostaniesz zbroję, ups! Przepraszam, wypasiona szatę Jedi +pińcet do armora”.

Uważam, że nowe filmy mogą wreszcie zacząć w uniwersum jakąś nową epokę. Mam już dosyć ekspoloatowanej cały czas tematyki wojen Klonów, czy pseudomrocznych historii z niektórych komiksów. Jeśli kolejna trylogia powróci do sprawdzonego schmatu opowieści przygodowej z Mocą, laserami i kosmicznym konfliktem w tle, zamiast mdłych romansów, teledyskowego montażu i przeładowania CGI, to ma to szansę się sprawdzić. Nie liczę jednak na to specjalnie w myśl zasady, iż lepiej być mile zaskoczonym, niż niemile zawiedzionym.

Na pewno jednak nie podepnę się pod jakikolwiek massive amount of hate dopóki o pierwszym filmie wiadomo tyle, że ma powstać. Trzeba czekać na przecieki, trailery itp. a dopiero później wyrazić wstępną opinię. W przejęciu paleczki przez Disney również nie widzę nic kontrowersyjnego. Gdy kupowali Marvela też był wielki płacz, że w kolejnych komiksach Wolverine zatańczy z Myszką Miki, a jak wiadomo do niczego takiego nie doszło. Definitywne pożegnanie się Lucasa z jego dzieckiem ma szansę wyjść temu ostatniemu na dobre. Każdy fan wie, że najlepsze części sagi to właśnie te przy których Jurek miał najmniej do gadania. Epizodami I-III udowodnił, że może być swego rodzaju wizjonerem, oraz na bank geniuszem, jeśli chodzi o zarabianie na swoim produkcie, ale reżyserem i scenarzystą jest takim sobie.

Z drugiej zaś strony nie nastawiałbym się na ekranizację jakiejkolwiek książkowej/komiksowej fabuły. Expanded Universe zawsze było traktowane po macoszemu, bo trzeba być naprawdę nerdem do dziesiątej potęgi, jeśli się pamięta i potrafi umiejscowić w chronologii absolutunie wszystkie te wydarzenia i postacie ze stajni „No One Cares About”. Najprawdopodobniej stanie na tym, że na jakiejś tam konferencji do ludzi wyjdzie jakiś wesoły pan i z radością oświadczy, że te wszystkie historie żyją własnym życiem, i mają tyle wspólnego z kanonem co rozgotowany makaron z bronią masowego rażenia*

Anyway pozostaje czekać, ponoć zaledwie do 2015 roku. Osobiście jestem ciekaw efektu choć bez przesadnego entuzjazmu.

*Pan Kleks może mieć inne zdanie na ten temat.

„Godzilla the series” – retrospektywa

OMG! IT’S GODZILLA!

Ekhm…

Prawdę mowiąc nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Godzilli. Owszem, miałem zabawki, widziałem kilka starych filmów, ale jakoś nigdy nie złapałem niewiadomo jakiego bakcyla na słynnego potwora, którego powołała do życia wytwórnia Toho. Mimo to czuję do niego pewną dozę sympatii. Stanowi w końcu jeden z największych japońskich wkładów w rozwój kultury masowej.

A ponieważ nie stałem się wiernym fanem starych filmów nie potrafilem też znienawidzieć wersji amerykańskiej z 1998 r. Na obrazie Emmericha wieszano psy, pomstowano za zniszczenie marki itp. Mnie zaś paradoksalnie… film się podobał. Racja, był miejscami głupawy jak… cóż, inne filmy Emmericha, ale mimo to uważam go za kawał solidnego thrillera SF. Sam nie wiem, może to zasługa niezłych efektow specjalnych, albo Jeana Reno, jednego z moich ulubionych aktorów.

W każdym razie wydaje mi się, że relatywnie mało osob pamięta, że na bazie pełmometrazowego obrazu powstał później serial animowany, twórczo rozwijający to co widzieliśmy w kinie. Odnoszę wrażenie, że jest to produkcja nieco zapomniana, a moim zdaniem niesłusznie gdyż stanowiła przykład jednej z solidniejszych rozwojówek popularnych franchise jakie przyszło mi oglądać.

Fabuła rozpoczyna się w momencie końcówki filmu. Pierwszy Godzilla ginie zaplątany w liny Brooklyn Bridge i rozstrzelany salwą rakiet. Wszystkim wydaje się, że zagrożenie przeminęło. Jednak naukowiec Nicko Tatopoulos wciąż ma na względzie zniszczone wcześniej gniazdo potwora i namawia wojskowych na powtórne przeszukanie tego miejsca celem upewnienia się, że żadne z młodych nie przeżyło. Podczas oględzin przypadkiem natrafia samotnie na jedyne ocalałe jajo z którego akurat wykluwa się kolejny jaszczur. Ten jednak, w przeciwieństwie do maluchów unicestwionych w filmie nie traktuje pierwszej napotkanej żywej istoty jako śniadania, gdyż chwilę wcześniej Nicko upaprał się niechcący śluzem z jaja i nabrał znajomego dla zwierzaka zapachu. Gadzina ucieka, a jajogłowy razem ze swoją ekipą starają się go przez jakiś czas namierzyć. Gdy ponownie dochodzi do konfrontacji okazuje się, że stworek zdążył osiągnąć już całkiem konkretne rozmiary. Żeby jednak było śmieszniej okazuje się, że w dalszym ciągu pamięta on Nicka i traktuje go wręcz jako rodzica. W przeciwieństwie zatem do poprzedniego Godzilli, junior staje się w pewien sposób zdatny do kontrolowania i badania. Okazuje się to mieć znaczenie, bowiem z całego świata zaczynają dochodzić słuchy o pojawianiu się innych, niszczycielskich mutantów, powstałych podobnie jak Zilla w wyniku radioaktywnego promieniowania, bądź genetycznych eksperymentów. W momencie gdy Ziemia pomału zaczyna się przekształcać w niebezpieczne zoo naukowy zespół badający naturę wielkich potwórów, mający na dodatek za maskotkę trzydziestometrowego, ziejącego radioaktywnym oddechem jaszczura, staje się cennym sprzymierzeńcem ludzkości.

Dalej wszystko zaczyna lecieć pewnym schematem. W każdym kolejnym odcinku bohaterowie mają styczność z nowym potworem, którego najczęściej posyła do piachu Godzilla junior. Mamy tu więc swoiste nawiązanie do późniejszych filmów wytwórni Toho w których to w pewnym momencie tytułowy potwór staje się bardziej obrońcą ludzkości niż śmiertelnym zagrożeniem (choć nie dotyczyło to ich wszystkich). Same monstra zaś są mniej lub bardziej pomysłowe. Mamy zatem mnóstwo klasycznych aż do bólu wielkich insektów, czy zmutowanych, ala prehistorycznych stworów. Z czasem jednak bestiariusz zaczyna być uzupełniany także o stworzenia mitologiczne, roboty, cyborgi. Bohaterowie zaliczą nawet podróż w czasie, nie zabraknie również gości z kosmosu. Ogółem Godzilla ma w tej serii pełne łapy roboty, podobnie jak pierwszoplanowa ludzka obsada.

Ten zaś tworza zarówno postacie pamiętane z filmu jak i stworzone całkowicie na potrzeby serialu. W centrum uwagi cały czas jest Nick i jego koledzy z zespołu, sarkastyczna pani dr Elsie Chapman i pierdołowaty, tchórzliwy i wiecznie zakatarzony dr Mendel Craven. Nowe twarze stanowią Monique Dupre, łowczyni i agentka francuskich sił specjalnych, twarda babka przysłana pierwotnie w celu zgładzenia Godzilli, oraz wyluzowany latynos Randy Hernandez, żartowniś, haker i generalnie „ten od komputerów”. Nie zapomniano również o dziewczynie Nicka, wścibskiej dziennikarce Audrey Timmonds i jej kamerzyście Victorze. Stanowią oni jednak postacie drugoplanowe.

Generalnie obsada jest całkiem udana. Drużynka dogaduje się ze sobą raz lepiej raz gorzej, jedni są odpowiedzalni za „science stuff” inni za elementy komediowe. Głównym bohaterem ma być jednak Godzilla. I na szczęście wbrew pozorom nie gra tu całkowicie roli dużego psa trzymanego caly czas na smyczy. Przez całą serię jest dosyć nieprzewidywalny, a ludzie zdają sobie doskonale sprawę z tego, że źle poprowadzony sam stanie się jeszcze jednym zagrożeniem i dużo czasu poświęcają na wymyślanie różnych sposobów wchodzenia w interakcję z jaszczurem. Fajnie zatem, że twórcy uniknęli jakiegoś rzygania tęczą i magią przyjaźni i próbowali uzmysłowić, że kontrolowanie gigantycznego, niebezpiecznego zwierzęcia to niełatwy chleb do zgryzienia. I m.in dlatego serię fajnie się ogladało. Jej fabuła stanowiła świetny bilans między akcją i rozpierduchą w wykonaniu wielkich potworów, a próbą zrozumienia potężnej istoty, znalezienia dla niej bezpiecznego miejsca na ziemi, a także nie tylko wykorzystywaniem jej jako broni przed innymi mutantami lecz i własoręcznym ochranianiem jej przed ludźmi, którzy wszystko co niezbadane i tajemnicze najchętniej by pogrzebali, rozwiązując problem najprostszą możliwą drogą. Z pośród wielu epizodów mających luźniejszy charakter da się wyłuskać kilka nieco poważniejszych, a nawet trochę smutnych, np. historię o tym co by się zdarzyło gdyby pupil głownych bohaterow poczuł nagle zew natury…

Serię dawno temu obejrzałem od początku do końca i kto wie, czy jej sobie w całości nie odświeżę. Dla mnie to jedna z tych trochę niedocenionych, fajnych rzeczy, dobrze się kojarzących z latami dzieciństwa. Odpowiedzialne za nią studio Adelaide Productions ma z resztą na koncie inne świetne tytuły emitowane w tamtych czasach jak „Men in Black: The Series”, „Project G.e.e.K.e.R.”, czy „Jumanji: The Series”. Oglądałem je wszystkie i wszystkie wspominam z nostalgią. Pozwoliłem sobie jednak wyrożnić z pośród nich właśnie Godzillę, głównie przez wzgląd na ogólną pogardę jaką powszechnie darzy się filmowy pierwowzór. Moim zdaniem nawet ci, którym ów obraz się nie podobał mają szansę obejrzeć z przyjemnością serial, gdyż jest on o wiele bardziej wciągający i ciekawy. Grupka sympatycznych postaci, walki potworów w tle i wbrew początkowemu wrażeniu naprawdę dobrze skonstruoowany i przemyślany plot są gwarancją udanej rozrywki.

Mądrość (rzyć)owa

Smarkiem będąc miałem razu pewnego pojechać na kolonie. Przez cały okres wyczekiwania słuchałem porad prawie że wszystkich członków rodziny jakoby powinienem często głęboko oddychać nad morzem celem nawdychania się jodu, co miało mieć zbawienny wpływ na mój organizm. Gdy już ganiałem się z kolegami po plaży raczej nie oddychałem pełną piersią, ale na pewno nie rzadziej niż normalnie. Sądzę zatem, że w ciągu trzech tygodni przyjąłem w płuca całe galony tego zakichanego jodu.

Tydzień później miałem anginę.

Tyle na temat jodu. owa bzdura nie wyczerpuje tymczasem w pełni tematyki mądrości (rzyć)owej.
Na pewno to znacie. Też jesteście karmieni na co dzień podobnymi rewelacjami przez ludzi, którzy zamiast oglądać w internecie seriale i zdjęcia kotów naczytali sie różnych pierdół i teraz próbują wysrywać z siebie gówniane opinie na różne tematy, mimo że najczęściej znają się na tym porównywalnie tak dobrze jak ja na fastrygowaniu.

Winny jest nie tylko internet, czasem to również różne przyzwyczajenia, przesądy, mądrości przekazywane z dziada pradziada, uprzedzenia i podejrzenia, stereotypy i cała reszta mentalnego chłamu, który już nawet nie trafia do mnie jednym uchem i wylatuje drugim, a raczej opuszcza me ciało drugim końcem, razem z pierdami, bo z tym nie da się zrobić zwyczajnie nic innego jak po prostu mieć totalnie w dupie.

Zawsze lałem na mądrości (rzyć)owe, ale czasem nawet w tak obojętnym na wszystko człowieku jak ja budzi się chęć niekoniecznie polemiki z tym wszystkim, jak co najwyżej obśmiania.

Jakby jodu było mało, moja droga matula, do której na co dzień nic absolutnie nie mam, wysyła mnie na badania krwi bo obawia się, że moj ostatni spadek wagi może być objawem choroby. Nie probuję z tym dyskutować, z własną matką człowiek nie wygra, ale w głębi duszy znam wyjaśnienie tego niesamowiego zjawiska. Jestem chudy bo nie żrę jak świnia, to wszystko. A czuję się znakomicie.

Te wszystkie zabawy w lekarza to w sumie najgłupszy przejaw (rzyć)owych mądrości. Zaboli takiego brzuszek, wklepie to w „gugla” i wydedukuje, że może mieć raka, a nawet kraba wątroby. I będzie jeszcze tym próbował straszyć kogoś innego. Paranoja.

Jakiś czas temu bolało mnie oko, no bolało jak diabli, szału z tym dostawałem. Oglądałem tę moją gałę nieszczęsną raz po raz przed lustrem szukając np. jęczmienia na powiece. Nic, zero nul. Dałem sobie z tym siana wiedząc, że jeśli sprzedam info rodzinie rzucą mnie od razu lekarzom na pożarcie, a najlepiej od razu na OIOM. I co? Minęło parę dni, samo przestało boleć, widać chodziło o zmianę cieśnienia w oku, czy coś w tym rodzaju, nie wiem, nie znam się na tym. Wiem za to na pewno, że gdybym zaczął szukać rozwiązania problemu w sieci dowiedziałbym się, że prawdopodobnie mam zapalenie przewlekłe nerwu wzrokowego, raka mózgu i macicy zarazem, oraz szkorbut w ramach bonusu.

Czasem szukanie wszędzie (rzyć)owej mądrości prowadzi też do jakiegoś rodzaju dowartościowywania się. Weźmy taką np. tematykę kulinariów. Upichci matoł jeden z drugim u siebie w domu jakieś kluchy z serem i uśmiechając się od czubka głowy do czubka głowy wypali „bo domowe zawsze najlepsze!” Gówno prawda najlepsze! W cholerę razy jadłem na mieście i w domu zarazem. Jadłem zarówno dobrze jak i podle, w lokalu jak i u kogoś. Nie ma żadnej reguły! Ale matoł matołem pozostanie i będzie się podniecać swoim żarełkiem, czy mikrym jabłuszkiem z jabłonki na działce.

Z innej beczki, zdarzyło mi się jakiś czas temu czytać sporo niepochlebnych opinii na temat facetów korzystających z usług prostytutek. W ramach eksperymentu wyguglowałem „facet płacący za seks to…” W otwartych linkach posypały się rozmaite epitety, ścierwa, świnie, imitacje mężczyzn, dranie itp. Wszyscy ponoć doskonale wiedzą, że to seksoholicy, nieudacznicy, prawiczki, niedorajdy niezdolne do zbudowania trwałej relacji międzyludzkiej. Ja nie wiem, czy tylko ja na tym świecie myślę tak prosto i szczerze, że facet płacący za seks to… po prostu facet płacący za seks?

Codziennie słyszę podobne rewelacje rzucane przy każdej byle jakiej okazji. A to, że bez studiów nic się absolutnie w życiu nie osiągnie, a to „popluj mnie bo ktoś źle na mnie spojrzał”, pieniądze szczęścia nie dają, pierwsza miłość jest tą najpiękniejszą, w związku nie chodzi o seks, a Superman jest lepszy od Batmana.

Byle jaki temat, byle jaka sytuacja i już ktoś musi rzucić coś co mnie zirytuje. Banały, których nie warto słuchać.

Ja naprawdę nie znoszę tych wszystkich mądrości. Nie lubię przesądów, głupich powiedzonek, wymuszonej ironii i genialnych porad babuni. Nie cierpię wymądrzania się i prób zaimponowania mi jałową wiedzą. Jestem prostym człowiekiem, szukam prostych rozwiązań, lubię się wypowiadać prosto. Deal with it.

A jeśli nie potrafisz tego zrozumieć nie zdziw się gdy twoja porada dotycząca tego co powinienem zrobić i jak się zachowywać zostanie puszczona mimo uszu.

Przerwa na reklamę – Transformery.pl zapraszają – Marvel vs. DC!

Dzisiejszy króciutki wpisik ma jedynie charakter reklamy. Znajomi z zaprzyjaźnionego portalu Transformery.pl, na którym to już od jakiegoś czasu się udzielam poprosili mnie o zaprezentowanie poniższego bannera:

Fajny no nie? Sami byście taki chcieli!

Na ichniejszym forum szykuje się mini nerd event. W śmiertelnym pojedynku zmierzą się ze sobą podobni do siebie umiejętnościami bohaterowie DC i Marvela. Nie jest to jedynie bitwa samych herosów, lecz również pojedynek na głosy w ankiecie i argumenty naszych użytkowników prześcigających się w uzasadnianiu czemu konkretny pan/pani w lateksowych gaciach rządzi bardziej od przeciwnika. Całość ma przybrać formę zwyczajnej dyskusji i mini zabawy. Do odwiedzenia forum zachęcam, jeśli tylko siedzicie na co dzień w świecie starych kreskówek, komiksów, gier, filmów i generalnie geeky stuff. Wbrew swojej nazwie strona nie skupia się wyłącznie na tematyce wielkich robotów, każdy znajdzie coś dla siebie!
Spoiler: Jakkolwiek potoczą się starcia, całość bitwy i tak wygra Batman. Because he’s Batman damn it!

Post Navigation